Oszczędzanie w bankach wyszło z mody
Pieniędzy na rachunkach przybywa dzięki dobrej sytuacji gospodarki. Trafiają one jednak głównie na nieoprocentowane konta, pozwalając zarabiać bankom, a nie deponentom. Oprocentowanie depozytów terminowych jest nieatrakcyjne. Nic dziwnego, że tam pieniędzy ubywa
Stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego od prawie trzech lat są na najniższym poziomie w historii. Główna od marca 2015 r. wynosi 1,5 proc. Dopóki mieliśmy deflację, sytuacja mogła być w pewien sposób do zaakceptowania z punktu widzenia posiadaczy oszczędności w bankach. Od półtora roku o spadku ogólnego poziomu cen nie ma już mowy, a od początku 2017 r. inflacja jest wyższa od głównej stopy banku centralnego. Oznacza to, że ci, którzy trzymają pieniądze w bankach, średnio rzecz biorąc w ujęciu realnym tracą. Choć odpływu środków z banków nie ma, to widać, że atrakcyjność oszczędzania na depozytach w oczach Polaków wyraźnie spadła.
Banki pełne pieniędzy
Od ostatniej obniżki stóp procentowych wartość depozytów gospodarstw domowych zwiększyła się o niemal 115 mld zł. W końcu października 2017 r. (nowszych danych na razie nie ma) depozyty złożone na krócej niż dwa lata to 717 mld zł. Kolejne ponad 20 mld zł stanowią lokaty, na których pieniądze są zamrożone na co najmniej 24 miesiące.
To jednak tylko fragment obrazu. Przyrastają depozyty bieżące, które klienci banków w każdej chwili mogą przelać na inne konto lub zamienić na gotówkę. Od marca 2015 r. takich oszczędności przybyło niemal 126 mld zł. W efekcie kilka miesięcy temu wartość depozytów bieżących przekroczyła granicę 60 proc. pieniędzy zgromadzonych przez klientów indywidualnych na nie dłużej niż dwa lata (kilka lat temu depozyty bieżące stanowiły wyraźnie mniej niż połowę naszych bankowych oszczędności).
Napływ środków na rachunki bankowe nie powinien dziwić. Sprzyja temu sytuacja makroekonomiczna: stopa bezrobocia jest najniższa od 27 lat, co oznacza, że na wyjątkowo dużą liczbę kont co miesiąc wpływają pensje. Wynagrodzenia również - średnio rzecz biorąc - stosunkowo szybko idą w górę. W ostatnich miesiącach wzrost przeciętnej płacy w sektorze przedsiębiorstw przekracza 6 proc. (w październiku było to nawet ponad 7 proc.) w ujęciu rocznym. Oprócz tego mamy do czynienia ze znaczącym przyrostem świadczeń społecznych. Sam program "Rodzina 500 plus" to ponad 20 mld zł w skali roku. Te środki również w dużej mierze zasilają nasze rachunki; banki to jeden z kluczowych kanałów, przez który Polacy składają wnioski o świadczenie.
Lokata niewarta zachodu
Ale ponieważ oprocentowanie lokat jest niskie, to duża część z nas nawet nie próbuje podjąć wysiłku wyszukiwania satysfakcjonującej oferty i zakładania depozytu terminowego. Wprawdzie można znaleźć lokaty dające 3 proc. w skali roku, a nawet więcej. To jednak tylko promocje, które mają skłonić nas do przeniesienia pieniędzy (a być może także założenia zwykłego konta i związania się z nowymi bankiem na dłużej). Po 3-4 miesiącach promocja się kończy i gdy lokata się odnawia, oprocentowanie może wynieść już 1 proc. Zdarzają się przypadki, że po odnowieniu stawka spada do... 0,01 proc. w skali roku.
Nic dziwnego, że amatorów tego sposobu oszczędzania jest coraz mniej. W efekcie w przypadku lokat terminowych notowany jest stosunkowo powolny, ale systematyczny spadek. Od momentu, w którym RPP po raz ostatni zmieniała stopy procentowe, z lokat terminowych ubyło ponad 12 mld zł.
Co zrobi rada?
Dlaczego tak podkreślamy rolę RPP? Bo to od niej zależy, kiedy pójdą w górę oficjalne stopy procentowe, a wraz z nimi stopy rynkowe, a także rynkowe stawki oprocentowania depozytów (co nie oznacza, że wzrost stóp banku centralnego przekłada się jeden do jednego na odsetki oferowane przez banki). W RPP - przynajmniej ze strony niektórych jej członków - widać zaś myślenie i o deponentach, i o możliwości podwyżki stóp.
"W opinii części członków Rady, jeśli napływające w kolejnych kwartałach dane i prognozy wskazywałyby na wyraźne nasilenie presji inflacyjnej, uzasadnione może być rozważenie podwyższenia stóp procentowych w kolejnych kwartałach. Zdaniem tych członków Rady decyzje o poziomie stóp procentowych powinny uwzględniać w szczególności wpływ ujemnych realnych stóp procentowych na kształtowanie się akcji kredytowej, cen aktywów i oszczędności w polskiej gospodarce, a także na dynamikę jednostkowych kosztów zmiennych" - napisano w sprawozdaniu z listopadowego posiedzenia RPP. Nie było ono pod tym względem wyjątkowe. Miesiąc wcześniej temat również się pojawiał: "Zwracano również uwagę na wyhamowanie spadku wartości depozytów gospodarstw domowych w sierpniu. Niektórzy członkowie Rady oceniali jednak, że w dalszym ciągu możliwe jest przesuwanie przez gospodarstwa domowe środków z depozytów bankowych w kierunku bardziej ryzykownych aktywów".
Atrakcyjna alternatywa
Polityka banku centralnego to jednak tylko jeden z elementów wpływających na atrakcyjność (lub nieatrakcyjność) oferty banków. - Znaczenie mają również inne czynniki - np. to, jaką stopę zwrotu oferują alternatywne sposoby lokowania nadwyżek: co się dzieje na rynku kapitałowym czy nieruchomości. W ostatnim czasie alternatywa wygląda dość atrakcyjnie. Patrzymy dość regularnie na dane o transakcjach na rynku mieszkaniowym. 50 proc., teraz nawet prawie 70 proc. transakcji jest dokonywanych za gotówkę. Można to traktować jako sposób na lokowanie oszczędności - zwraca uwagę Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka PKO BP.
Gra odsetkami
Kolejna sprawa to polityka samych banków. Dla nich zaś modyfikacje w tabelach oprocentowania lokat są jednym z najważniejszych sposobów na poprawianie zysków. Dlaczego tak się dzieje? Dochód odsetkowy, na który składa się różnica między dochodami z odsetek od kredytów czy obligacji, a kosztami depozytów, to zdecydowanie najważniejsza pozycja w rachunku wyników banków. Wpływ na poziom dochodów w krótkim terminie jest stosunkowo niewielki: spłacane przez klientów kredyty hipoteczne czy inwestycyjne (w przypadku firm) można zastępować wyżej oprocentowanymi pożyczkami gotówkowymi czy kredytami obrotowymi (dla przedsiębiorstw). Depozyty dają większe pole manewru: odnawiają się średnio co dwa-trzy miesiące, więc nawet niewielka obniżka stawek szybko daje zauważalne efekty finansowe.
Banki chętnie z tego korzystały. W lutym 2015 r. - czyli tuż przed ostatnią obniżką stóp - przeciętne oprocentowanie depozytów terminowych dla gospodarstw domowych wynosiło 2,25 proc. (było o pół pkt proc. wyższe od głównej stopy NBP). Latem tego roku było to już niespełna 1,5 proc. (minimalnie poniżej stopy oficjalnej; w październiku ten poziom był już jednak lekko przekroczony).
Efekt: w ubiegłym roku wzrost przychodów banków z tytułu odsetek nieznacznie przekroczył miliard złotych. Spadek kosztów oprocentowania poprawił wyniki sektora o 1,6 mld zł. W tym roku - gdy zmian stawek depozytowych jest nieco mniej, a na poziom dochodów wyraźniej wpływa wzrost akcji kredytowej - przez pierwszych dziesięć miesięcy obniżki oprocentowania lokat pozwoliły bankom zaoszczędzić ponad 400 mln zł.
Dbałość o poziom zysków ma plusy, ale niesie też pewne zagrożenia dla bezpieczeństwa sektora. Według NBP bilans jest jednak pozytywny. "Rekordowo niski poziom oprocentowania depozytów skutkował wzrostem udziału depozytów bieżących w pasywach banków, które obecnie przekraczają wartość depozytów terminowych (...). Z drugiej strony depozyty bieżące cechują się dużym osadem. Możliwość wycofania na żądanie dotyczy również depozytów terminowych, a kosztem jest utrata odsetek, które są obecnie niskie. Oznacza to, że zmiany w strukturze terminowej depozytów sektora niefinansowego mają mały faktyczny wpływ na ryzyko odpływu środków" - napisał bank centralny w najnowszym raporcie o stabilności systemu finansowego.
Wkrótce sytuacja powinna zacząć się zmieniać na korzyść deponentów. Od kilku miesięcy część prezesów banków sygnalizuje, że powoli odradza się konkurencja o depozyty. Już to wystarczy, by stawki stopniowo zaczęły iść w górę. Jeśli na to nałożą się podwyżki stóp NBP, oprocentowanie powinno wyraźniej wzrosnąć. Nie należy jednak mieć złudzeń: jeśli banki będą mogły opóźnić wzrost swoich stawek, na pewno chętnie z tego skorzystają. No i nie wiadomo, czy ewentualny wzrost oferowanych odsetek wystarczy, by zdeponowane w bankach pieniądze zachowały przynajmniej realną wartość, nie mówiąc już o przyniesieniu dochodu.
@RY1@i02/2017/246/i02.2017.246.21400060h.801(c).jpg@RY2@
Niskie stopy zniechęcają do depozytów terminowych
Jan Dajek
@RY1@i02/2017/246/i02.2017.246.21400060h.101(c).jpg@RY2@
@RY1@i02/2017/246/i02.2017.246.21400060h.102(c).jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu