Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Firma

Mała pizzeria musi walczyć o klienta z trudnym przeciwnikiem: sieciami

1 września 2009
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Naturalnymi konkurentami małej pizzerii są wielcy gracze – sieci. Mają pieniądze na reklamę i sprawdzone sposoby przyciągania klientów. Małej pizzerii tego brak. O jej sukcesie może więc przesądzić na przykład lokalizacja. Do najlepszych należy centrum handlowe lub taka ulica. Podobnie rejony turystyczne i zabytkowe. Koszty wynajmu są tam wysokie, ale duży obrót je rekompensuje. A osiedle mieszkaniowe? Tak – jeśli już jakiś czas istnieje, wtedy lokatorzy mają ustabilizowaną sytuację. Nowe osiedla to ryzyko, bo ludzie spłacają kredyty hipoteczne i liczą każdy grosz. Korzystne może być też skupisko biurowców, a także uczelni lub akademików – pod warunkiem, że obok nie ma taniego baru, wtedy pizza może przegrać, bo z reguły nie jest tania.

Niektóre wady lokalizacji można przezwyciężyć. Na przykład do warszawskiej Pizzerii na Nowolipkach (niezbyt ruchliwa ulica blisko centrum) goście trafiają nawet z odległego Ursynowa – bo fama niesie, że tutejsze cienkie ciasto należy do najlepszych.

Lepszy lokal własny niż wynajęty, ale jeśli trzeba wynająć, warto rozważyć: od spółdzielni, dzielnicy, gminy czy od prywatnego właściciela.

– Z tym ostatnim mitręga biurokratyczna mniejsza, lecz może być nawet dwukrotnie drożej niż w gminie – mówi Michał Lenartowicz, jeden z dwóch właścicieli Nowolipek.

– Najważniejsza jest wysoka jakość i zawsze ten sam smak – mówi Grzegorz Tomczyk z Pizzerii Incanto na stołecznym Grochowie.

Szynka może być lepsza lub gorsza, tańsza lub droższa, inne produkty też. W pizzy najważniejsze jest ciasto. Należy je przygotowywać ze specjalnej wysokogatunkowej mąki. Nie ma mowy o półproduktach.

– Jeśli komuś się wydaje, że dobrą pizzę można przyrządzić z resztek, to bardzo się myli – mówi Grzegorz Tomczyk.

Warzywa, jajka, a także kwiaty na stół kupuje w znajomym gospodarstwie rolnym.

Klienci lubią, gdy pizzę przygotowuje się na ich oczach. Dlatego kucharz, który umie wywijać plackiem, to skarb.

Usytuowane w nowoczesnym kompleksie apartamentowym Incanto ma bardzo indywidualny wystrój, stylizowany na włoski, włoskie menu, domową atmosferę, umilaną przez koncerty włoskie na ekranie.

Na Nowolipkach z głośników sączy się spokojny jazz.

Tym właśnie małe pizzerie konkurują z sieciowymi: innym produktem, indywidualnym stylem, klimatem. Czyli odróżnianiem się.

Czy w pizzerii powinien być alkohol? Nie musi, ale klienci sobie życzą. Sposobem na zniechęcenie nieodpowiednich gości mogą być szlachetniejsze trunki lub nieco wyższa cena. To działa.

W pizzeriach dominuje niezbyt zaawansowana wiekowo klasa średnia i młodzież. I w znacznym stopniu, a czasem w większości, stali klienci. Przy braku środków na drogą reklamę pozostaje darmowa: z ust do ust.

– To najskuteczniejsza reklama – uważa Michał Lenartowicz z Pizzerii na Nowolipkach.

Do tego oczywiście internet, Google, portale gastronomiczne.

W ofercie są też zwykle zamówienia telefoniczne i dostawa do domu. Sposoby na dowóz są dwa. Można podpisać umowę z kierowcą dysponującym własnym pojazdem, a można mieć własny – wtedy umieszcza się na nim reklamę firmy.

Ale nie zawsze trzeba dowozić do domu. W Incanto na Kobielskiej można zamówić przez telefon, ale odbiór jest osobisty.

– Chodzi o to, żeby zamawiający przyszli do lokalu i poznali jego indywidualny styl i charakter – tłumaczy Grzegorz Tomczyk.

Dzień powszedni ma zwykle dwa szczyty: mniejszy w porze lunchu – gdy zamawiają biura, firmy, instytucje. Drugi: od godz. 18. Najlepsze dni tygodnia: od wtorku do piątku. Poniedziałek słaby. Weekendy bywają dobre, ale w lecie miasta pustoszeją. Ruch rośnie w niedzielne wieczory, bo ludzie wracają głodni z wypadów za miasto. Najlepszy okres to wiosna – wtedy np. dużo jest przyjęć komunijnych, oraz początek lata i jesień, kiedy imprezy dla pracowników chętnie organizują w pizzeriach firmy. W rejonach turystycznych największy ruch jest w weekendy, latem może rosnąć nawet kilkakrotnie. Zimą, zwłaszcza w czasie mrozów, ludzie siedzą w domach. Spory ruch jest przed świętami, gdy w szale zakupów brak czasu na robienie posiłków. Ale generalnie prawidłowości brak.

Jednym ze sposobów startu i działania w tej branży jest związanie się z dużą siecią, np. na zasadzie franczyzy. To ułatwia start: można używać silnego, rozpoznawalnego znaku firmowego, uzyskuje się dostęp do receptur, działań marketingowych i reklamy, otrzymuje wystrój, wyposażenie. Ale nie dla każdego to atut.

– Do sieci? Absolutnie nie. Otwierając własną pizzerię, chcieliśmy stworzyć swój klimat, swoją pizzę, swoich klientów – mówi Marek Pietras, właściciel Nowolipek.

Dokładnie tak samo podchodzi do tego Grzegorz Tomczyk, właściciel Incanto.

Niektórzy radzą, by zaczynać od małej pizzerii osiedlowej, w ramach biznesu rodzinnego, np. mąż z żoną, brat z bratem itp. Wtedy oszczędza się na pensjach pracowników. Ale inni, jak np. właściciele Nowolipek, uważają, że lepszy jest sprawdzony kolega. Samemu też można, choć to trudne.

52800e61-b1d1-4dae-87cc-c2a4c7a1d226-38913548.jpg

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.