Ciężka sprawa
Nawet jeżeli jesteście weganami,
żyjecie w szałasie, ćwiczycie jogę i
ubieracie dzieci wyłącznie w liście bambusa,
to daję sobie głowę uciąć, że
raz na jakiś czas ulegacie pokusie, wpadacie do
McDonalda i zamawiacie kawałek zmielonej krowy w
bułce z sezamem. Sam czasami też tak mam. Ale
problem w tym, że niektórzy mają tak
codziennie. Ostatnio w kolejce przede mną
stanęły dwie nastolatki. Miały po
piętnaście lat i na oko ważyły tyle co
lotniskowiec Nimitz. Jedna zamówiła
podwójną krowę, kilogram frytek i dwa litry
coli. Light oczywiście. Druga była mniej
obłudna - poprosiła o olej z frytkownicy.