Tym razem bez październikowej niespodzianki
Barack Obama mógł wiedzieć,
że jego sekretarz stanu komunikuje się z nim
za pomocą prywatnej skrzynki. Z ostatniej porcji
opublikowanych przez WikiLeaks e-maili ze sztabu Hillary
Clinton wynika, że jej współpracownicy
zastanawiali się, jak wyczyścić tego
ślady. Sam prezydent twierdził, że
dowiedział się o tym z mediów.
Potem jego rzecznik prasowy Josh Earnest sprostował,
że Obama wiedział, iż nie są one
wysyłane ze służbowego adresu, ale nie
miał świadomości, że groziło to
wyciekiem tajemnicy państwowej.