Dla porządku w Europie nie ma niczego bardziej niebezpiecznego od skrzywdzonego Włocha
Poczucie krzywdy to u Włochów stan
naturalny, jednak czasami mają dla niego dobre
usprawiedliwienie. Od połowy XX w., ilekroć
gospodarka popadała w tarapaty, tamtejszy rząd
przeprowadzał dewaluację lira (czyli po prostu go
dodrukowywano) i towary z Półwyspu
Apenińskiego natychmiast taniały. Co pobudzało
eksport i nakręcało koniunkturę. Nie
przejmowano się też zbyt wysoką inflacją,
dopóki szedł z nią w parze wzrost gospodarczy.
Jednak od kiedy Italia weszła do strefy euro, gospodarka
kraju popadła w stagnację. Która trwa do
dziś. Obywatele mieli więc prawo poczuć
się oszukani, bo przecież nikt ich nie
ostrzegał, że takie mogą być konsekwencje
posiadania zbyt mocnego pieniądza.