Bąk: Hej, Bradley! Pakuj się i wynocha
Opisując w tym miejscu samochody,
niezwykle rzadko poruszam kwestię ich ceny. Po prostu
wychodzę z założenia, że nie ma to
najmniejszego sensu. Bo albo czytacie moje wypociny dla
czystej rozrywki i kompletnie nie interesuje was to, czym
akurat jeździłem i ile to kosztuje, albo
przeciwnie: jaracie się motoryzacją, jesteście
ciekawi, co reprezentują sobą nowe modele, a ich
dane techniczne znacie na pamięć. Innymi słowy
– wiecie o nich więcej niż ja,
łącznie z tym, ile trzeba dopłacić w
salonie za welurowe dywaniki z waszymi inicjałami i
chromowane nakrętki na wentyle.