Weterynarz jest jak karetka pogotowia
- Raz ściągnięto mnie do klaczy,
która miała pęknięty
żołądek. Żadnych szans. Mówię,
że trzeba zwierzę zastrzelić, by się nie
męczyło. Właściciele zdoili mleko dla
źrebaka. Nie płakali, choć byli załamani
i zrujnowani. Robili wszystko, żeby jak najlepiej
zająć się małym - stwierdził Tomasz Ziółkowski absolwent weterynarii na Akademii Rolniczej we Wrocławiu, właściciel lecznicy dla zwierząt w Giżycku.