Nowy polski przekład "Rękopisu znalezionego w Saragossie" przynosi więcej pytań niż odpowiedzi
Niemal równo po 200 latach od
samobójczej śmierci Jana Potockiego dostaliśmy
nowy polski przekład jego „Rękopisu
znalezionego w Saragossie”. Ale nie jest to, co
ważne, przekład tego samego, skądinąd
znakomitego tekstu, który znaliśmy z XIX-wiecznego
tłumaczenia Edmunda Chojeckiego. Profesorowie
François Rosset i Dominique Triaire utrzymują,
że dotarli do ostatecznej autorskiej wersji
„Rękopisu...”, pochodzącej z 1810 roku
i znacząco różnej od wersji, z której
przekładał Chojecki, a której francuski
oryginał nie został nigdy później
odnaleziony. Na propozycję Rosseta i Triaire’a
wypada jednak spojrzeć krytycznie i zadać parę
pytań – o to choćby, czy nie poczyna ona
sobie zbyt arbitralnie z chronologią, czy nie abstrahuje
w sposób dowolny od kontekstu epoki, a także o to,
czy „wersja z 1810 roku” jest nie tyle
wersją ostatnią, ile raczej świadectwem
przejściowego kryzysu duchowego autora, kryzysu,
który finalnie został przezwyciężony.
Nowy przekład „Rękopisu znalezionego w
Saragossie” przynosi więcej pytań niż
odpowiedzi. O wątpliwościach z nim związanych
mówi Michał Otorowski, historyk i badacz
twórczości Jana Potockiego