O tym, jak frankowicze zostali złotowcami
Wyobraźmy sobie, że chcemy wziąć
kredyt hipoteczny. Co nas interesuje? Zaufanie do banku – oczywiście.
Rekomendacje znajomych – jasna rzecz. Marża – fakt. Ale wszystkich
interesuje również, a wielu przede wszystkim, oprocentowanie. Bo kredyt,
nawet małe dziecko to wie, polega na tym, że ktoś nam pożycza
pieniądze, a my musimy oddać mu trochę więcej. I istotne jest to, ile
więcej. Ale czy na pewno? Zdaniem Sądu Apelacyjnego w Warszawie
niekoniecznie. I nie chodzi nawet o kredyt nieoprocentowany (w
przyrodzie, przy kredytach konsumenckich, istnieje coś takiego jak
kredyt darmowy, gdy kredytodawca narusza przepisy prawa), lecz o to, że
zdaniem sądu może istnieć umowa kredytowa, która nie wiadomo jak jest
oprocentowana.