Partnerstwo publiczno-bandyckie
Polityka i wojsko w Rosji przez lata ulegały kryminalizacji. Inwazja na Ukrainę przyspieszyła ten proces. I dziś Rosją trzęsie biespriedieł, kryminał bez zasad
44-letni Armen Sarkisian zna twarde zasady ulicy. Przedsiębiorca z Gorłówki, miasta satelity Doniecka, wszedł do biznesu, ściągając haracze. Był do tego przygotowany, bo jego ojciec Nahapet był „awtoritietem” kryminalnym (w hierarchii więziennej byłego ZSRR przestępca w randze umownego pułkownika), który w uznaniu za „zasługi” ma dziś w mieście nawet ulicę swojego imienia. Stać go było, więc sobie załatwił. Armen, od maleńkości trenujący boks, wyrósł na godnego następcę Nahapeta.
Gdy w 2010 r. do władzy w Ukrainie doszedł Wiktor Janukowycz, kariera młodego Sarkisiana przyspieszyła. Był niemal równolatkiem i kolegą Ołeksandra, starszego syna prezydenta, ważnej postaci Simji, klanu Janukowyczów uwłaszczającego się bez umiaru na państwie. Simja nie mogłaby zarabiać, gdyby nie związki ze światem przestępczym, a świat przestępczy nie rozwijałby się tak szybko, gdyby nie patronat państwa. Co ciekawe, jedynym legalnym biznesem Sarkisiana była wówczas agencja ochrony, którą nazwał Awtoritiet, nawiązując tym samym do terminologii świata kryminalnego. Patronem całego środowiska na Donbasie był w owym czasie Jurij Iwaniuszczenko - „wor w zakonie” (złodziej w prawie), czyli regionalny lider świata przestępczego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.