Zemsta Putina i sprawdzian dla Łukaszenki
Na rozkaz Kremla zbombardowano wczoraj centra ukraińskich miast, w tym Kijowa i Dniepru. Ogłoszono powołanie regionalnego zgrupowania wojsk rosyjskich i białoruskich. Moskwa żąda, by dyktator naprawdę włączył się do wojny
W kierunku ukraińskich miast odpalono wczoraj ponad 70 pocisków. 40 miało zostać zestrzelonych przez obronę powietrzną. Zmasowany atak to pierwsza decyzja nowego dowódcy w tej wojnie, gen. Siergieja Surowikina, którego określa się mianem rzeźnika z Syrii. Swój pseudonim zawdzięcza bombardowaniom i zrównaniu z ziemią Aleppo.
Wczoraj uderzono w centra dużych aglomeracji. W Kijowie jedna z rakiet spadła niedaleko tzw. szklanego mostu rozpostartego nad zjazdem Wołodymyrśkim prowadzącym do pl. Europejskiego, który przechodzi z kolei w ul. Hruszewskiego. W dni robocze, w godzinach, w których doszło do uderzenia, Kijowianie jadą tędy do pracy, a ukraińscy ministrowie do rządowych gmachów. Niedaleko od miejsca, w którym spadł pocisk, zlokalizowana jest siedziba EUAM, unijnej misji doradczej, która pomaga reformować ukraińskie cywilne służby specjalne, antykorupcyjne i policję. Zniszczono również budynek Tower 101 przy Lwa Tołstogo, w którym mieści się biuro niemieckiego konsulatu. Władze niemieckie jednak nie widzą w tym problemu. – Nasze biuro wizowe nie jest obsadzone od początku lutego. Z tego, co widziałam, w wieżowcu wybito tylko kilka szyb. Na szczęście nikt z naszych pracowników nie ucierpiał – powiedziała „Spieglowi” ambasador Niemiec na Ukrainie Anka Feldhusen.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.