Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Aneksja na pół gwizdka

Ukraińcy strzelają z francuskiej haubicoarmaty CAESAR
Ukraińcy strzelają z francuskiej haubicoarmaty CAESARfot. Sameer Al-Doumy/AFP/East News
10 stycznia 2023
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

R osjanie nie uznali czterech anektowanych obwodów Ukrainy za naprawdę swoje – i dotyczy to zarówno elit, jak i zwykłych ludzi. Wbrew powtarzanej jak mantra – ostatnio w rozmowie Władimira Putina z Recepem Tayyipem Erdoğanem – tezie, że zmiany terytorialne nie podlegają negocjacji, Rosja w razie potrzeby, przynajmniej z punktu widzenia propagandy, może w miarę bezboleśnie oddać Melitopol i Siewierodonieck i uznać aneksję za niebyłą. Internetowe fora hurrapatriotów zapłoną z oburzenia, ale w gruncie rzeczy nikogo poza nimi los ukraińskich miast nie obejdzie.

5 stycznia prezydent Putin ogłosił zawieszenie broni na czas Bożego Narodzenia. Rosjanie i tak nie zamierzali go przestrzegać, a sama inicjatywa miała wyłącznie wybielić agresora, ale nie to jest najciekawsze. Otóż dekret prezydencki zarządza „reżim wstrzymania ognia na całej linii kontaktu bojowego stron w Ukrainie”. Linia frontu – w zależności od tego, kto i jak ją liczy – ma 800–1300 km. Z tej liczby tylko jakieś 75 km ma linia rozgraniczająca walczące strony na terenach, które Kreml uznaje za ukraińskie – dotyczy to północno-wschodnich skrawków obwodu charkowskiego. Cała reszta biegnie przez środek regionów anektowanych 30 września 2022 r.: chersońskiego, donieckiego, ługańskiego i zaporoskiego. Oczywiście nikt Putinowi za to złego słowa nie powie. Ale tę niekonsekwencję łatwo byłoby zniwelować. Wystarczyłoby użyć sformułowania w rodzaju „linii kontaktu w strefie prowadzenia specjalnej operacji wojskowej”.

Najwyraźniej jednak nikt o tym nie pomyślał, bo i na Kremlu aneksja czterech regionów nie została zinternalizowana. Ale idźmy dalej. W procedowanym właśnie w parlamencie projekcie przepisów przewiduje się kary za „rozpowszechnianie map podważających integralność Rosji”. Gdy we wrześniu Rosjanie fingowali referenda na terenach okupowanych, głosowanie odbywało się także w należącej do obwodu mikołajowskiego Snihuriwce. „Priorytetami są pokój, jakościowe wykształcenie i godne życie dla dzieci” – pisała z miasteczka propagandowa agencja RIA Nowosti. Snihuriwka miała zostać włączona w skład Chersońszczyzny i razem z nią przyłączona do Rosji. Jak zauważył bloger Aleksandr Kiriejew, dzisiaj nikt już o tym nie pamięta.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.