Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Odwrót Ameryki można jeszcze powstrzymać

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Jeśli można mówić o jakiejkolwiek nadziei dla Zachodu po szarży Donalda Trumpa, to jest ona w Londynie. Klucze do zachowania pozorów jedności transatlantyckiej trzyma Keir Starmer, który w przyszłym tygodniu przedstawi w Waszyngtonie plan wysłania europejskiego kontyngentu do Ukrainy. Ma on liczyć 30 tys. żołnierzy. Państwem ramowym – jak napisaliśmy w czwartek w DGP – będzie Wielka Brytania, która wystawi brygadę. Żołnierze nie będą stacjonowali na ewentualnej linii rozgraniczenia, tylko w dużych miastach: w Dnieprze, może w Charkowie, Odessie, przy elektrowniach atomowych w Równem i Chmielnickim. Kontyngent ma się zająć ochroną infrastruktury krytycznej i szkoleniem wojsk ukraińskich. Nie to jest jednak najważniejsze w propozycji Starmera. Podstawą są gwarancje ze strony USA, które mają polegać na tym, że w Polsce i Rumunii zostaną rozmieszczone amerykańskie samoloty F35 uzbrojone w pociski JASSM czy JAGM zdolne uderzyć w cele w Rosji i na wschód od linii rozgraniczenia w Ukrainie. Oznaczałoby to, że po rozbiorze tego kraju wschodnia flanka NATO nie zostanie porzucona.

Nawet jeśli Sojusz finalnie zdecyduje się na wysłanie wojsk nad Dniepr (w przypadku Polski najdalej do podlwowskiego Jaworowa), otrzyma de facto stałe bazy maszyn piątej generacji w barwach USA, które stanowią rewolucję w prowadzeniu wojny. Jeśli cokolwiek ma się jeszcze udać, a NATO ma zostać zachowane w swoim tradycyjnym rozumieniu, Trump musi się zgodzić na plan Starmera. Europa Zachodnia nie może się zaś dalej migać z wydatkami na wojsko i udziałem w misji ekspedycyjnej w Ukrainie. Albo te decyzje zostaną podjęte teraz, albo śmierć mózgowa NATO, o której mówił swego czasu Emmanuel Macron, doprowadzi do całkowitego zgonu. Myśliwce piątej generacji w Polsce i Rumunii to szansa na ucieczkę do przodu z katastrofy dyplomatycznej, którą funduje nam Donald Trump.

Czy Amerykanie odpowiedzą pozytywnie na plan? Niestety, na razie nic na to nie wskazuje. Szef Pentagonu Pete Hegseth zapowiedział właśnie redukcję budżetu Departamentu Obrony o 8 proc. rocznie przez kolejne pięć lat. Obniżki wydatków miałyby objąć – jak pisze „Washington Post” – m.in. wojska stacjonujące w Europie. Ale także tarczę antyrakietową, czyli podstawową polisę bezpieczeństwa USA dla Polski i Rumunii. Szykowane są też cięcia nakładów na modernizację sił jądrowych i rozwoju technik walki za pomocą dronów.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.