Konwój między wojną a dyplomacją
Rosjanom nie powiodło się tygodniowe straszenie Ukraińców tajemniczym konwojem humanitarnym. Ciężarówki to znikały, to znów się pojawiały, a siły rządowe w międzyczasie okrążyły Ługańsk
Epopeja z rosyjskim konwojem humanitarnym dla Ługańska trwa już niemal tydzień. W sobotę wieczorem Kijów porozumiał się z Moskwą co do zasad sprawdzenia ładunku przez ukraińskich celników i pograniczników. Procedury mogą potrwać nawet pięć dni. W dostarczeniu darów do żyjących od dwóch tygodni bez prądu i wody mieszkańców Ługańska ma pomóc Czerwony Krzyż, o ile otrzyma odpowiednie gwarancje bezpieczeństwa.
Gdy w ubiegły wtorek prezydent Władimir Putin poinformował w rozmowie telefonicznej szefa Komisji Europejskiej José Manuela Barroso o zamiarze zorganizowania konwoju z pomocą humanitarną, w ukraińskich mediach wybuchła panika. Nad Dnieprem obawiano się, że ciężarówki posłużą do zamaskowania regularnej inwazji wojsk rosyjskich, że zamiast żywności dostarczona zostanie broń separatystom, że kierowcy kamazów to w rzeczywistości kolejni najemnicy albo wreszcie że konwój po przekroczeniu granicy padnie ofiarą prowokacji, która posłuży jako pretekst do takiego wtargnięcia.
Zwłaszcza że kilka dni wcześniej administracja prezydenta Petra Poroszenki utrzymywała, że taka opcja jest na Kremlu poważnie rozważana. Moskwie najwyraźniej o to właśnie chodziło - by napięcie nad Dnieprem utrzymywało się jak najdłużej. Dlatego kolumna białych ciężarówek kluczyła - najpierw miała przekroczyć granicę w obwodzie charkowskim w pełni kontrolowanym przez rząd. Z Kijowa i Charkowa płynęły jednak sprzeczne informacje co do udzielenia Rosjanom zezwolenia na przekroczenie granicy w tym miejscu.
Konwój ostatecznie skierował się w stronę przejścia granicznego Donieck/Izwaryne, położonego w regionie znaczących wpływów samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej. Dzięki szybko kontynuowanej ofensywie siłom ukraińskim w sobotę późnym popołudniem udało się jednak wysłać do Izwarynego 50 celników i pograniczników. To z pewnością pomogło Kijowowi w rozmowach z Rosjanami.
W ślad za konwojem do graniczącego z Ukrainą obwodu rostowskiego przyjechało wielu zagranicznych dziennikarzy. Reporterzy byli dopuszczani do każdej ciężarówki, którą chcieli obejrzeć. W konwoju nie znaleziono żadnych śladów sprzętu wojskowego, zgodnie z rosyjskimi deklaracjami była tam jedynie kasza i inne produkty żywnościowe. Wiele kamazów była jednak prawie pusta, co zrodziło podejrzenia, iż część ładunku - być może właśnie wojskowa część - została po drodze usunięta. Ewentualnie, że rozbicie darów na 280 ciężarówek miało zwiększyć jego oddziaływanie wizerunkowe. Strona rosyjska tłumaczyła, że to na wypadek, gdyby któraś z maszyn po drodze się zepsuła i część ładunku trzeba by było przeładować na inną.
Przybycie zachodnich dziennikarzy do rosyjskiego Doniecka (nie mylić z ukraińskim, znacznie większym miastem o tej samej nazwie) sprawiło Rosji jeszcze jeden ból głowy. Oto dziennikarz brytyjskiego "Guardiana", na co dzień korespondent dziennika w Moskwie, zauważył kolumnę transporterów opancerzonych na rosyjskich numerach, która za Donieckiem przekroczyła granicę z Ukrainą. 23 wozy oraz kilka ciężarówek z paliwem skorzystało z szutrowej drogi, na której nie ma oficjalnego przejścia granicznego. Informacje te potwierdził sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen. To kolejny mocny dowód wskazujący na dozbrajanie separatystów przez Moskwę.
W piątek wieczorem władze ogłosiły, że nieproszeni goście, o których informował "Guardian", zostali zniszczeni przez ukraińskich artylerzystów. Analitycy przypuszczają, że w grę mogło wchodzić użycie rakiet balistycznych typu Toczka. - Tę kolumnę prowadzili wywiadowcy. Przeprowadzono odpowiednie aktywne działania i część tej kolumny już nie istnieje. O tym, co się stało z resztą, powiemy nieco później - mówił Andrij Łysenko, rzecznik Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy. Rosja tymczasem zaprzecza, jakoby jakiekolwiek jej oddziały znajdowały się na terenie sąsiada. - Podobne informacje, bazujące na jakichś fantazjach, nie powinny być przedmiotem poważnych komentarzy ze strony najwyższych urzędników jakiegokolwiek państwa - oświadczył gen. Igor Konaszenkow z rosyjskiego ministerstwa obrony. Także Amerykanie nie byli w stanie potwierdzić prawdziwości powyższych rewelacji.
Kłopot w tym, że doniesienia o nieustannym wsparciu płynącym z Rosji potwierdził premier DRL. W opublikowanym przez youtube’ową telewizję Noworossija oświadczeniu Ołeksandr Zacharczenko powiedział, że donieccy separatyści otrzymali od Moskwy w sumie 150 jednostek ciężkiego sprzętu, w tym 30 czołgów, oraz 1300 żołnierzy. Najemnicy jeszcze na terenie Rosji mieli odbyć długotrwałe szkolenie przygotowujące ich do wzięcia udziału w działaniach wojennych.
Niezależnie od tego, czy przedstawiciele RNBO mówili prawdę o zniszczeniu kolumny interwentów, tzw. operacja antyterrorystyczna (ATO) na wschodzie Ukrainy wchodzi w decydującą fazę. W ciągu weekendu siłom ATO udało się ostatecznie otoczyć 450-tysięczny Ługańsk, drugie co do wielkości miasto Zagłębia Donieckiego. Ukraińcy są też coraz bliżsi rozbicia terenów kontrolowanych przez samozwańczą Doniecką Republikę Ludową na dwie części, poprzez odcięcie milionowego Doniecka od ćwierćmilionowej Gorłówki, trzeciego pod względem ludności miasta Donbasu.
Równolegle do działań zbrojnych Kijów prowadzi ofensywę dyplomatyczną. Na ten tydzień do ukraińskiej stolicy została zaproszona kanclerz Niemiec Angela Merkel (na razie nie ma potwierdzenia, czy wizyta faktycznie się odbędzie). Na wczoraj w rosyjskim Soczi zwołano spotkanie szefów MSZ Ukrainy Pawła Klimkina i Rosji Siergieja Ławrowa, którym towarzyszyli ich odpowiednicy z Niemiec i Francji. "Najważniejsze to powstrzymać terrorystów w Doniecku i Ługańsku, i zwolnić Sawczenko oraz innych ukraińskich więźniów politycznych w Rosji. Potrzebujemy pokoju i wolności" - pisał Klimkin na Twitterze w przededniu rozmów. Nadija Sawczenko to ukraińska oficer porwana i uwięziona przez Rosjan.
Niedzielne spotkanie zostało uzgodnione w piątek w rosyjskim Soczi, gdzie spotkali się szefowie administracji prezydentów obu skłóconych państw Borys Łożkin i Siergiej Iwanow. Trwają również rokowania co do możliwości zorganizowania bezpośredniego spotkania Putina i Poroszenki, najprawdopodobniej przy udziale przywódców innych poza Rosją państw Unii Celnej - Alaksandra Łukaszenki z Białorusi i Nursułtana Nazarbajewa z Kazachstanu. Astana i Mińsk mogą posłużyć jako pośrednicy - formalnie łączy ich sojusz z Rosją, choć zarazem nie ukrywają dystansu wobec rosyjskiej polityki w odniesieniu do Kijowa.
Kijów nie tylko walczy, prowadzi też działania dyplomatyczne
Miejscowi zastępują Rosjan
Moskwa usiłuje podważyć oskarżenia o moderowanie separatyzmu w ukraińskim Zagłębiu Donieckim. Obywatele Federacji Rosyjskiej w samozwańczych republikach są stopniowo odsuwani od stanowisk. W czwartek do dymisji podał się Igor Girkin vel Striełkow, najbardziej znany watażka Donbasu, dotychczas minister obrony Donieckiej Republiki Ludowej. Premier DRL Ołeksandr Zacharczenko, sam obywatel Ukrainy, oświadczył, że Striełkow, którego część rosyjskich nacjonalistów zdążyła ochrzcić bohaterem "russkiego miru", bierze miesięczny urlop, by ostatecznie powrócić do - jak to określił - nowych zadań na terenie Noworosji. Obroną DRL będzie zaś kierować urodzony pod Ługańskiem Ukrainiec Wołodymyr Kononow.
Zacharczenko również jest nową postacią w światku rosyjskich separatystów. Ten urodzony w Doniecku elektryk 7 sierpnia zastąpił na stanowisku premiera DRL rosyjskiego politologa i PR-owca Aleksandra Borodaja, który został zdegradowany do roli zastępca szefa rządu. Do zmiany z tego samego klucza na najwyższych stanowiskach doszło również w bliźniaczej Ługańskiej Republice Ludowej. Rannego przywódcę ŁRL Wałerija Bołotowa, miejscowego działacza środowisk kombatanckich, zastąpił 14 sierpnia inny ługańczanin Ihor Płotnycki, zawodowy wojskowy.
Zmianom kadrowym towarzyszy równolegle zmiana retoryki dowódców DRL i ŁRL. Symboliczne wydają się słowa wpływowego dowódcy batalionu Wostok Ołeksandra Chodakowskiego. - Ktoś popierał DRL, a ktoś popierał zjednoczoną, ale prorosyjską Ukrainę i kategorycznie nie przyjmował opcji jej rozpadu. Ja na przykład nie jestem zwolennikiem rozdrobnienia Ukrainy - stwierdził. Tego typu słowa można interpretować jako przesłankę świadczącą o kolejnej zmianie priorytetów Rosji. Możliwe, że Kreml znów będzie grać na federalizację Ukrainy, zmierzającą do jej sparaliżowania na wzór Bośni i Hercegowiny, a nie do przyłączania kolejnych części terytoriów do Rosji. Jeśli to prawda, Moskwa będzie dążyć do pozyskania w tej sprawie Niemiec i Francji.
mwp
@RY1@i02/2014/158/i02.2014.158.000001200.803.jpg@RY2@
REUTERS/FORUM
W konwoju nie znaleziono śladów sprzętu wojskowego, zgodnie z rosyjskimi deklaracjami była tam jedynie kasza i inne produkty żywnościowe
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu