Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Oligarcha z prywatną armią

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W znacznej mierze to właśnie Ihorowi Kołomojskiemu Ukraina zawdzięcza fakt, że wojna nie rozlała się poza teren Zagłębia Donieckiego

Ukraińcy nie lubią swoich oligarchów. Są w ich oczach symbolem korupcji, rozkradania państwa i główną przyczyną niskiej kultury politycznej. Jest jednak wśród nich człowiek, któremu wiele zostało wybaczone. To Ihor Kołomojski, gubernator obwodu dniepropetrowskiego i jeden ze sponsorów wojny z rosyjskimi separatystami.

Do tej pory unikający rozgłosu mieszkaniec Szwajcarii został gubernatorem Dniepropetrowszczyzny 2 marca, gdy Krym był już opanowywany przez "zielone ludziki", a przez południowo-wschodnią Ukrainę przechodziła fala prorosyjskich wystąpień. Pomysł wzbudzał ogromne kontrowersje, bo deoligarchizacja była jednym z żądań Majdanu. Okazał się jednak strzałem w dziesiątkę. Kołomojski przejął się swoją rolą, załagodził antyrządowe nastroje, a w dodatku nie szczędzi pieniędzy na potrzeby armii walczącej w Zagłębiu Donieckim.

- Mamy dwie motywacje - tłumaczył tygodnikowi "Nowoje Wriemia" Borys Fiłatow, prawa ręka Kołomojskiego. - Po pierwsze chcemy przejść do historii. Po drugie jako ludzie bogaci rozumiemy, że jeśli tu będzie Naddniestrze albo Somalia, nasz biznes nie będzie nic wart - dodawał. Dlatego gdy tylko gubernatorowi udało się stłumić zamieszki w Dniepropetrowsku, zanim jeszcze wybuchły, Kijów dał mu nowe zadania. To jemu przypisuje się przekonanie skompromitowanego mera Charkowa Hennadija Kernesa do opowiedzenia się przeciwko separatystom. A gdy do drastycznych starć doszło w Odessie, na gubernatora do tego obwodu za namową Kołomojskiego posłano bliskiego mu Ihora Pałycię.

Opanowanie sytuacji w Charkowie i Odessie było największym sukcesem nowych władz Ukrainy. Być może decydującym, aby udaremnić plan Władimira Putina, by z całego obszaru rosyjskojęzycznej Ukrainy uczynić Noworosję. Zagłębie Donieckie udało się zdestabilizować także dlatego, że Kijowowi nie udało się tam znaleźć odpowiednika Kołomojskiego. Rosjanie zemścili się, zaocznie oskarżając go o organizację zabójstw i stosowanie zakazanych środków prowadzenia wojny.

Zarzut dotyczy finansowania jednego z dobrowolnych batalionów, które ramię w ramię z armią, specsłużbami i gwardią narodową walczą z separatystami na Donbasie. Batalion Dnipro liczy 500 żołnierzy, w większości posiadających doświadczenie wojskowe. - Specbatalion nie może się przekształcić w jakąś bandę ludzi nigdy nietrzymających broni w rękach - tłumaczył Fiłatow. Separatyści swoiście docenili wartość bojową podobnych formacji, których według szefa MSW Arsena Awakowa powstało już 30. - Żołnierzy ukraińskiej armii trzymamy w niewoli. Żołnierzy batalionów ochotniczych przesłuchujemy, po czym rozstrzeliwujemy na miejscu - mówił "Guardianowi" Igor Biezler, komendant poddonieckiej Gorłówki.

Kołomojski, przewodniczący Europejskiej Rady Żydów, jest według "Forbesa" czwartym najbogatszym Ukraińcem. Wartość jego aktywów, wśród których najważniejsze są PrywatBank i Ukrnafta, ocenia się na 2,5 mld dol. Oligarcha kontroluje też część mediów: telewizję 1+1, agencję UNIAN, "Gazietę po-kijewski". Ma więc wszystko, co potrzeba, by myśleć o prawdziwej karierze politycznej. A nawet więcej, jeśli liczyć batalion Dnipro jako prywatną armię. Po Kijowie krążą plotki, że Kołomojski w planowanych wstępnie na jesień wyborach ma zamiar wprowadzić do parlamentu grupę posłów, a w dłuższej perspektywie myśli nawet o prezydenturze.

Równie dobrze jednak nielubiący rozgłosu biznesmen może traktować misję jako kolejną inwestycję. Setki milionów dolarów wydane na potrzeby armii to jedno. Z drugiej strony jego PrywatBank za rządów Arsenija Jaceniuka otrzymał z banku centralnego 20 mld hrywien (5 mld zł) refinansowania. Kołomojski zdążył sobie zapewnić przychylność rządzących. Z nią prowadzenie biznesu na Ukrainie jest bez porównania łatwiejsze.

@RY1@i02/2014/158/i02.2014.158.000001600.802.jpg@RY2@

ITAR-TASS/FORUM

Ihor Kołomojski

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.