Sankcje nie uderzą rykoszetem w Europę
Zachodnie rządy obawiają się, że same stracą na forsowaniu restrykcji wobec Kremla. To błąd: więcej do stracenia ma gospodarka rosyjska
Do czwartku Unia Europejska przygotuje propozycje w sprawie ewentualnych sankcji wobec Rosji obejmujących dostęp do rynku kapitałowego czy sprzedaży broni - ustalili wczoraj w Brukseli szefowie dyplomacji UE. Choć część krajów obawia się, że sankcje rykoszetem uderzą w ich własne gospodarki, ten wpływ nie będzie znaczący. Dotyczy to także polskich przedsiębiorstw.
- Bezpośredni wpływ sankcji dla polskich firm byłby niewielki, bowiem nasz kraj nie jest dostawcą kapitału ani nowoczesnych technologii dla firm rosyjskich. Nie uczestniczymy także na znaczącą skalę w projektach inwestycyjnych na terenie tego państwa - przekonuje główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka. W związku z tym polskie firmy są narażone głównie na pośrednie konsekwencje sankcji. Już w tej chwili konflikt na Ukrainie rykoszetem odbija się na kondycji eksportu. Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że przez pierwszych pięć miesięcy tego roku wartość eksportu do Rosji była o 10 proc. niższa niż w analogicznym okresie 2013 r.
Eksporterzy od stycznia do maja zarobili o 300 mln zł mniej niż przed rokiem. - Niższa wartość eksportu jest spowodowana takimi czynnikami, jak utrudnienia logistyczne czy zmiana nastawienia wśród firm ubezpieczających transakcje eksportowe - mówi prezes Instytutu INTL Arkadiusz Żurek. Te ostatnie, jak np. KUKE, niektórym klientom przestały ubezpieczać transakcje eksportowe, a innym zaleciły zmniejszenie udziału Rosji wśród rynków, na które kierują swoje towary.
Import w porównaniu do pierwszych pięciu miesięcy spadł nieznacznie, bo o 1,3 proc. Znakomitą większość tej wartości stanowią surowce energetyczne, a to oczywiście wzbudza obawy o wpływ sankcji na kondycję sektora paliwowego. Tym bardziej że na początku 2013 r. Orlen podpisał umowę na dostawę ropy rurociągiem Przyjaźń z obłożonym amerykańskimi sankcjami Rosnieftem. Do końca stycznia 2016 r. rosyjska firma ma dostarczać Orlenowi 6 mln ton rocznie. - Nasza współpraca z Rosnieftem opiera się na długoterminowych umowach dotyczących dostaw ropy do rafinerii PKN Orlen w Polsce i w Czechach, a te są realizowane zgodnie z umowami - twierdzi Beata Karpińska z Orlenu.
Amerykańskie sankcje dla Rosnieftu mają na celu przede wszystkim utrudnienie firmie dostępu do rynku kapitałowego, w związku z czym nie może ona obecnie podejmować zobowiązań dolarowych o okresie zapadalności dłuższym niż 90 dni, jak również emitować akcji i obligacji. - W firmie może to rodzić pokusę przeniesienia kosztów na swoich odbiorców - wskazuje Tomasz Chmal z Instytutu Sobieskiego. Kontrakty długoterminowe raczej jednak chronią polskich odbiorców przed takimi ewentualnościami, nie ma bowiem praktyki dodawania w umowach zapisów o dodatkowych kosztach związanych z sankcjami.
O ile polska gospodarka nie odczuje zbytnio kosztów sankcji, o tyle niektóre pozostałe państwa UE mają powody do obaw. Oprócz Francji, odmawiającej zerwania kontraktu na dostawę dwóch okrętów klasy Mistral, dotyczy to zwłaszcza Niemiec i Włoch, które są największymi w Unii partnerami handlowymi Rosji. Deutsche Bank oszacował koszty sankcji dla europejskiego sektora bankowego. W liczbach bezwzględnych najbardziej narażone są banki francuskie, w których Rosjanie mają 51 mld dol. depozytów, zaś jeśli chodzi o procentowy udział - austriackie. Sam Raiffeisen połowę zeszłorocznych przychodów uzyskał właśnie w Rosji.
Z kolei niemieccy przedsiębiorcy wyliczyli na wiosnę, że od relacji handlowych z Rosją bezpośrednio zależy 300 tys. miejsc pracy. Wprawdzie nawet najbardziej rozbudowana wersja sankcji nie zakłada zerwania kontaktów handlowych, ale trudno się spodziewać, by Moskwa nie podjęła kroków odwetowych. Skutek sankcji będzie odczuwalny przede wszystkim pośrednio. Po pierwsze mogą one doprowadzić do wzrostu cen ropy. Ze wschodu pochodzi zaś choćby 36 proc. ropy i 35 proc. gazu zużywanego w Niemczech. Po drugie sankcje pogarszają klimat inwestycyjny w Rosji, a to przekłada się na plany firm. Volkswagen, który produkuje w tym kraju 188 tys. samochodów rocznie, zamierzał zbudować do 2018 r. nową fabrykę o wartości 1,2 mld euro. Nie wiadomo, czy ten plan nie zostanie wstrzymany.
Nie ma jednak wątpliwości, że choć dotychczasowe sankcje wygladają dość skromnie, w dłuższej perspektywie bardziej zaszkodzą rosyjskiej gospodarce. Zablokowanie dostępu do amerykańskiego rynku kapitałowego dla naftowego Rosnieftu, drugiego co do wielkości producenta gazu Nowatek i dwóch czołowych banków - Gazprombanku i WEB - nie uderzą zbyt mocno w same firmy, bo nie są one zależne od amerykańskiego kapitału. Są one jednak sygnałem dla zagranicznych inwestorów, że konsekwencje sięgają coraz ważniejszych spółek, a tym samym lokowanie pieniędzy w Rosji staje się ryzykowne.
Sankcje przyczyniają się też do spadków na moskiewskiej giełdzie i osłabiają kurs rubla, który nie był tak słaby od początku dekady, co przekłada się na presję inflacyjną (w czerwcu stopa inflacji wyniosła 7,8 proc.) i zmniejsza siłę nabywczą Rosjan. Jeśli dodać do tego, że w I kw. tego roku PKB skurczył się o 0,3 proc., a od początku konfliktu na Ukrainie kapitał zagraniczny ucieka z Rosji szybciej niż kiedykolwiek, sytuacja jest znacznie trudniejsza, niż to przedstawia Kreml.
300 tys. miejsc pracy w Niemczech zależy od relacji handlowych z Rosją
@RY1@i02/2014/141/i02.2014.141.00000030d.803.jpg@RY2@
PAP/EPA
Ministrowie spraw zagranicznych państw UE pracują nad propozycjami sankcji wobec Rosji
Współpraca Beata Tomaszkiewicz, Bartłomiej Mayer
Jakub Kapiszewski
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu