Strategiczna bitwa o małą miejscowość
Debalcewe wbija się w pozycje separatystów jak cierń. Stąd ich determinacja
Ukraińcy twierdzą, że separatyści z samozwańczych Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych ściągnęli 95 proc. własnego ciężkiego sprzętu do walki o Debalcewe. Choć te szacunki są przesadzone, podkreślają rolę, jaką w zimowej ofensywie wspieranych przez Rosję separatystów odgrywa to niewielkie miasteczko.
Występ debalcewski wchodzi w terytoria kontrolowane przez separatystów długim na 40 km klinem. W Debalcewem przed wojną mieszkało 50 tys. ludzi, ale to nie wielkość miasta decyduje o jego znaczeniu. Leży ono bowiem na skrzyżowaniu drogi M03 z Charkowa do Rostowa nad Donem z drogą M04 łączącej Donieck z Ługańskiem. Można to miejsce nazwać najważniejszym skrzyżowaniem w Zagłębiu Donieckim. Poza tym przez Debalcewe przechodzi linia kolejowa. Zdobycie węzła ułatwiłoby separatystom koordynację i zaopatrzenie uboższej Ługańszczyzny w żywność.
Występ debalcewski jest ostatnią pamiątką po ukraińskiej ofensywie z ubiegłego lata, w wyniku której udało się przejściowo rozbić DRL i ŁRL na kilka niepołączonych ze sobą skrawków. Dopiero reakcja rosyjskiej armii z sierpnia 2014 r. zmusiła Ukraińców do wycofania się i wrześniowej zgody na zawarcie rozejmu. Zawieszenie broni na większości linii frontu funkcjonowało przez cztery miesiące. Wyjątkami były donieckie lotnisko (zdobyte przez DRL 20 stycznia), okolice elektrociepłowni w Szczastii oraz Debalcewe.
Z punktu widzenia Ukrainy pozycje tak głęboko wrzynające się w tereny DRL i ŁRL byłyby przydatne w razie działań zaczepnych zmierzających do zajęcia Gorłówki, miasta numer trzy spośród kontrolowanych przez separatystów. Tyle że Ukraińcy nie podejmują obecnie działań zaczepnych, skupiając się na obronie zajmowanych pozycji. Według wersji ukraińskiej wynika to z przywiązania Kijowa do porozumień mińskich. Według wersji rosyjskiej - z niezdolności armii ukraińskiej do przejęcia inicjatywy.
Ukraińcy zgromadzili w okolicach Debalcewego do 5 tys. żołnierzy. Obrońcy w większości utrzymują pozycje, choć separatyści w minionych dobach dokonali kilku groźnych wyłomów. Zajęli m.in. odległą o 15 km od Debalcewego, silnie ufortyfikowaną wioskę Nikiszyne. Jak pisze ConflictReport.info, to jedna z trzech miejscowości, na których Ukraińcy oparli linię obrony Debalcewego. Niejasny jest z kolei los pobliskiego Wuhłehirśka. Rosjanie twierdzą, że nad miastem powiewa już flaga DRL. Ukraińcy są w tej sprawie podzieleni. Choć oficjalnie Wuhłehirśk pozostaje ukraiński, dowódca batalionu Donbas Semen Semenczenko przyznał, że obrońcy pozostali już tylko na jego przedmieściach. Ta wersja wydaje się prawdopodobna, tym bardziej że potwierdza ją przedstawiciel drugiej strony, publikujący dokładne mapy wojenne bloger o nicku Kot Iwanow.
Część analityków zwraca uwagę, że zaciekła obrona Debalcewego w warunkach skupienia się na defensywie wskazuje na opory w dowództwie ATO przed taktycznym odstąpieniem, w sytuacji gdy trwanie w mieście oznacza narażanie żołnierzy i sprzętu na nieuzasadnione, wysokie straty. Już obecnie droga M03, którą dostarczana jest aprowizacja i wywożeni są ranni, znajduje się w zasięgu działania artylerii DRL. Przerwanie linii frontu na którymkolwiek z odcinków grozi odcięciem 5 tys. żołnierzy od reszty obszarów kontrolowanych przez siły rządowe.
Zamknięcie Debalcewego w kotle oznaczałoby zaś powtórkę z sierpniowego kotła iłowajskiego. Wówczas nieskoordynowane działania różnych typów jednostek wojskowych, brak zaufania między regularną armią i batalionami ochotniczymi, a także parcie do sukcesu za wszelką cenę doprowadziły do odcięcia kilku tysięcy żołnierzy w okolicach Iłowajśka. Siły prorosyjskie obiecały im bezpieczny odwrót, jednak nie dotrzymały słowa. W rzezi pod Iłowajśkiem zginęło od 200 do nawet 800 Ukraińców. Sprawa wywołała w Kijowie burzę polityczną.
Trwanie w mieście naraża żołnierzy oraz sprzęt na wysokie straty
Dostawy broni dla Ukrainy coraz bliżej
Nie ma w tej chwili żadnych ograniczeń na dostawy broni dla Ukrainy. Na zasadach komercyjnych Polska jest do tego gotowa - oświadczył wczoraj rzecznik resortu dyplomacji Marcin Wojciechowski. Ze źródeł w resorcie obrony wiemy za to, że Kijów na razie nie sprecyzował swoich oczekiwań w tym zakresie. - Tak naprawdę mamy swoją broń, ale uważam, że te rozmowy muszą być prowadzone przez ekspertów z Ministerstwa Obrony i takie konsultacje trwają - mówił niedawno na antenie RMF FM ambasador Ukrainy w Warszawie Andrij Deszczycia.
Dyskusja na temat możliwych dostaw broni na Ukrainę trwa od wielu tygodni. W poniedziałek taki scenariusz stanowczo wykluczyła kanclerz Angela Merkel. Co innego USA. Jak pisaliśmy wczoraj, w kręgach zbliżonych do Białego Domu panuje przekonanie, że Kijowowi należy pomóc w obronie przed rosyjską agresją. W grę miałaby wchodzić dostawa broni o charakterze defensywnym, przede wszystkim broni przeciwpancernej, samolotów bezzałogowych i bezpiecznych środków łączności. Według naszych informacji w Waszyngtonie brakuje jedynie politycznej decyzji prezydenta Baracka Obamy. Jego otoczenie jest już przekonane co do słuszności takiego kroku.
Amerykańskie wsparcie miałoby przy tym charakter pomocy wartej 3 mld dol. w ciągu trzech lat. Pomysł nie zawiera więc polskiego zastrzeżenia, że dostawy broni są możliwe jedynie na zasadach komercyjnych. Potencjalna pomoc wojskowa może być jednym z tematów jutrzejszych rozmów sekretarza stanu Johna Kerry’ego w Kijowie. Kerry to jeden z największych zwolenników wspierania Ukrainy. Z kolei w niedzielę Obama przyjmie w Białym Domu niemiecką kanclerz. Decyzja jeszcze nie zapadła, a już wzbudziła falę komentarzy wśród przeciwników zaangażowania USA po stronie prozachodniego rządu Ukrainy, co wykorzystuje rosyjska propaganda. - Władze amerykańskie zachowują się, jakby Ukraina była ich 51. stanem, a nie leżała pół świata stąd - stwierdził odpytywany przez telewizję Russia Today działacz pacyfistyczny Richard Becker.
Michał Potocki
@RY1@i02/2015/023/i02.2015.023.000001000.803.jpg@RY2@
ap
Przed wojną w Debalcewem mieszkało 50 tys. Ludzi
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu