(Bez)warunkowe wsparcie Ukrainy
P oparcie Stanów Zjednoczonych dla broniącej się przed rosyjską agresją Ukrainy jest bezwarunkowe. Waszyngton od początku inwazji podkreśla, że Kijów broni się w imieniu całego wolnego świata, a wojna wpisuje się w logikę postulowanego od początku kadencji Joego Bidena sojuszu demokracji przeciw autokracji (z dość luźnym definiowaniem tejże demokracji, ale to temat na inny tekst). Z tego założenia wynika silne wsparcie polityczne, zapowiadany udział w odbudowie kraju, dostawy broni i bezprecedensowe sankcje na Rosję.
To się w przewidywalnej przyszłości nie zmieni. Ale sytuacja nie jest zero -jedynkowa. Wsparcie polityczne może być głośniejsze albo cichsze, pomoc finansowa liczona w setkach milionów albo dziesiątkach miliardów dolarów, broń może płynąć szerszym lub węższym strumieniem, a sankcje będą przestrzegane rygorystycznie bądź nie do końca. Wiele zależy od przekonania polityków wiodących państw Zachodu (zwłaszcza USA), że wojna Ukrainy z Rosją wciąż ma charakter manichejski, oraz od uznania przez opinię publiczną, że wsparcie dla Kijowa jest warte coraz bardziej odczuwalnych obciążeń gospodarczych.
Ukraina może wiele zrobić, by ułatwić sojusznikom lobbowanie za jak najszerszą pomocą, ale ma też wszelkie instrumenty, by to utrudnić. Pierwszym i najważniejszym narzędziem, które początkowo wywołało wręcz euforię Zachodu, była bohaterska obrona w pierwszych tygodniach inwazji, odparcie ataku na Kijów, skuteczne przestawienie instytucji na tory wojenne, brawurowa polityka informacyjna prowadzona ze zrozumieniem zasad panujących w świecie Snapchata i TikToka. Ale euforia powoli mija, tak jak wojna zmienia się w pozycyjną, w ramach której zmiany przebiegu frontu są rzadkie i trudno zauważalne na mapie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.