9 maja był ważniejszy w Waszyngtonie niż w Moskwie
L icząc od końca kwietnia, Joe Biden miał 60 dni na podpisanie przyjętego wówczas przez Izbę Reprezentantów dokumentu Ukraine Democracy Defense Lend-Lease Act (UDDLLA). Pozwala on radykalnie dozbroić Kijów w wojnie z Rosją. Prezydent USA wybrał 9 m aja, dzień, w którym Władimir Putin na placu Czerwonym uzasadniał swoją wojnę przeciwko sąsiedniemu państwu.
Przemówienie rosyjskiej głowy państwa nie było przełomowe. Wiało nudą, standardową serią kłamstw i było wtórne. Może poza nieoczekiwanym pojawieniem się w pierwszych zdaniach mowy postaci Kuźmy Minina i Dmitrija Pożarskiego – przywódcy milicji ludowej oraz księcia, którzy we wrześniu 1612 r. powstrzymali na przedmieściach Moskwy hetmana Jana Chodkiewicza. Putin zestawił ich… z „walczącymi za naszych ludzi na Donbasie”.
Określenia „nazizm”, „naziści”, „neonaziści” padło zaledwie pięć razy w liczącym 1194 słowa przemówieniu. Określenie „operacja specjalna”, którym ochrzcił inwazję na Ukrainę, ani razu. Tak jakby prezydent chciał nieco wyciszyć skompromitowaną retorykę. Poza tym nie było ani przewidywanego przez ekspertów oficjalnego ogłoszenia wojny z Ukrainą, ani powszechnej mobilizacji. Zabrakło też pokazu rosyjskiego lotnictwa i rannego pod Izium szefa sztabu generalnego Walerija Gierasimowa. Putin poszedł w plan minimum.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.