Rosyjska broń jądrowa trafi na Białoruś
Infrastruktura pozwalająca na składowanie broni atomowej znajduje się już w obwodzie kaliningradzkim
– To kolejny element stopniowej utraty suwerenności przez Białoruś, narażający ją dodatkowo na potencjalne uderzenia prewencyjne lub odwetowe i wzmacniający jej toksyczność w oczach Zachodu – mówi DGP Hanna Lubakowa z Atlantic Council, komentując ogłoszoną w sobotę decyzję o rozmieszczeniu rosyjskiej taktycznej broni jądrowej w tym kraju. – Broń nuklearna może też stać się dla Moskwy narzędziem szantażu Alaksandra Łukaszenki, gdyby jego reżim pomyślał o zmianie kursu – dodaje. Władimir Putin zasugerował, że ten krok jest odpowiedzią na brytyjską decyzję o przekazaniu Ukraińcom czołgów Challenger 2 stosujących pociski ze zubożonym uranem (nieuznawane za broń jądrową). – Podżegacze planują dostarczyć Ukrainie 420–440 czołgów. My wyprodukujemy i zmodernizujemy ponad 1600 – obiecywał prezydent Rosji.
Taktyczna broń nuklearna charakteryzuje się mniejszym zasięgiem i siłą wybuchu niż strategiczna (oficjalnie pociski Iskandier mają zasięg do 500 km). Biorąc pod uwagę, że skład taktycznej broni jądrowej i wyrzutnie tego systemu znajdują się już w obwodzie kaliningradzkim, pojawienie się takiego sprzętu na Białorusi nie zmienia radykalnie polskiej sytuacji. Praktycznie cały nasz kraj i tak znajduje się w zasięgu rosyjskich pocisków i dopóki nie zbudujemy kompleksowego wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, nasza zdolność reakcji na taki atak pozostanie ograniczona. Ale każdy kij ma dwa końce – w obwodzie kaliningradzkim nie ma miejsca, którego nie moglibyśmy dosięgnąć sami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.