Odessa udaje normalność
Miasto nie boi się już desantu, a zdarzające się od czasu do czasu ostrzały rakietowe da się oswoić. Chłopaki na froncie walczą o normalne życie, więc żyjmy
Na korytarzu pociągu relacji Przemyśl–Odessa bawią się dzieci. Sześcioletnia Oliwija jedzie z mamą Łarysą z Barcelony na Wołyń. We Lwowie ma się przesiąść do kolejnego pociągu. Łarysa nie mówi, dokąd konkretnie się udaje. Jej mąż jest wojskowym, więc miejsce ich zamieszkania – przekonuje – to trochę tajemnica państwowa. Równolatek Oliwii, Witalik, wraca z rodziną z Polski do Odessy. Oni żadnych sekretów nie mają.
Mów po ukraińsku!
– Mów po ukraińsku! Ukraiński! – co jakiś czas wykrzykuje Łarysa w stronę Oliwii, gdy ta zapoznaje się z nowym kolegą. Przed 24 lutego jej rodzina była dwujęzyczna, lecz po inwazji przeszła na ukraiński. Ale o ile mamie rosyjskie słowa wyrywają się tylko czasem, o tyle małej Oliwii wciąż bardziej naturalnie wychodzi rozmowa „po russki”. – Podoba ci się, jak strzelają w nasze miasta? To dlaczego mówisz ich językiem? – pyta Łarysa córkę w przerwie zabawy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.