Więcej świętowania niż konkretów
Większa integracja z NATO, ale brak zasadniczego przyspieszenia na drodze do członkostwa. Tak widzą na szczycie Sojuszu sprawę Ukrainy Amerykanie
Do jubileuszowego szczytu NATO w Waszyngtonie na 75. rocznicę powołania do życia organizacji przygotowywano się długo. Rok temu w Wilnie słyszeliśmy obietnice, że spotkanie w amerykańskiej stolicy będzie milowym krokiem nie tylko dla członków, lecz także dla walczącej z rosyjską inwazją Ukrainy. Niestety mało wskazuje na to, by miało się tak stać. Pogrążony w roku wyborczym i w potężnym kryzysie wizerunkowym oraz tracący w sondażach do Donalda Trumpa prezydent Joe Biden nie przewiduje żadnej rewolucji. Ukraina nie ma co liczyć na przełom na swojej drodze do NATO i rychłe członkostwo, choć nie znaczy to, że Wołodymyr Zełenski wyjedzie z Dystryktu Kolumbii z pustymi rękami.
– Powiedziałbym, że są trzy główne punkty. Pierwszy to zakończenie procesu przeniesienia formatu Rammstein (od największej bazy wojskowej USA w Europie – red.) pod kierownictwo NATO, a nie Stanów Zjednoczonych, jak było do tej pory. Drugi to szersze przedstawienie przyszłego sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego. Trzeci to dyskusja na temat wydatków, zwiększenie presji na tych sojuszników, którzy nie dobili do wydawania 2 proc. PKB na obronność – słyszymy od jednego z polskich dyplomatów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.