Gra się dopiero zaczyna
Dramat rozgrywający się w Afganistanie przykuł uwagę świata. W jego tle toczy się rozgrywka o to, kto na tym zamieszaniu skorzysta najbardziej
Dziś pewne wydaje się, że beneficjentem przejęcia władzy przez talibów nie będzie sam Afganistan i jego mieszkańcy; tych bowiem nie czeka (i to w żadnym wyobrażalnym scenariuszu) nic dobrego. I nie chodzi tu nawet o perspektywę wprowadzenia szariatu. Bo czy nam, ludziom Zachodu, podoba się to, czy nie – dla wielu Afgańczyków ten system organizacji wewnętrznej państwa oparty na naukach specyficznie pojmowanego islamu, zmieszanego z prastarym, lokalnym obyczajem plemiennym, jest bardziej naturalny niż nasza liberalna demokracja. Tym bardziej że (na co nie sposób dziś zamykać oczu) wielu mieszkańcom kraju pod Hindukuszem kojarzy się ona głównie z korupcją i przemocą symboliczną, wymierzoną w święte dla nich tradycje i wartości.
Nieszczęśliwi z powodu wprowadzenia talibskich porządków będą ci, którzy na imporcie zachodnich wartości i związanego z nimi stylu życia korzystali: a więc zatrudnieni za relatywnie niezłe pieniądze przez obce rządy, firmy i organizacje, oraz ci, dla których chwilowe otwarcie Afganistanu na Zachód stanowiło szansę edukacyjną, naukową czy kulturalną. To jednak grupa stosunkowo nieliczna – a lwia część jej członków albo już opuściła kraj, widząc, co się święci, albo została objęta prowadzoną przez USA i państwa sojusznicze ewakuacją, albo niebawem skorzysta z ostatnich uchylonych furtek, by „wybrać wolność”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.