Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Złe sygnały dla sojuszników Ameryki na świecie

16 sierpnia 2021
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

G i ro to zaludniony w 100 proc. przez Pasztunów z plemienia Tarakai dystrykt afgańskiej prowincji Ghazni. Gdy była ona „polską prowincją”, mieścił się tu jeden z najciekawszych fortów obsadzonych przez naszych żołnierzy. Najciekawszych, bo w sile zaledwie kompanii i niewielkiego pododdziału afgańskiej policji, której nikt nie ufał.

Z jednej strony fort osłonięty był wzgórzem. Z drugiej widok rozciągał się na szeroką równinę. Z bramy widać było oddaloną o mniej więcej trzy kilometry szkołę. Zbudowano ją za zagraniczne pieniądze. Przez cały pobyt w Giro nie widziałem jednak, by ktoś do niej uczęszczał. Budynek stał pusty. Jak mi powiedziano, pusty, bo rebelianci talibscy zdekapitowali najpierw jednego nauczyciela, który zdecydował się robić tu karierę, a następnie drugiego, który nie wyciągnął wniosków z przykrego losu poprzednika. Talibom nie podobało się, że wbrew regułom szariatu do placówki uczęszczały dziewczynki, co jest „haram” – zakazane.

Ta historia mówi w zasadzie wszystko o sytuacji w Giro lub szerzej w Afganistanie w okresie operacji Enduring Freedom (paradoksalnie – Trwała Wolność) i ISAF. Mimo bliskości fortu siły zachodnie nie były w stanie ochronić szkoły. Utrzymywano fikcję. W dzień „realizowano zadania” polegające najczęściej na rozdawaniu dzieciom cukierków lub wysłuchiwaniu wyzwisk. Przy czym główną zasadą była tak naprawdę reguła niewp…nia się w nie swoje sprawy i zero ofiar wśród naszych (słuszna zresztą).

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.