Dziennik Gazeta Prawana logo

Orbán nie musi się bać Brukseli

12 lutego 2020
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W brew zapowiedziom, a także oczekiwaniom niektórych partii wchodzących w skład Europejskiej Partii Ludowej (EPP), węgierski Fidesz nie został wyrzucony z tej rodziny politycznej. Zaskoczenie? W żaden sposób. Kiedy blisko rok temu wieszczono wykluczenie partii Viktora Orbána z największej frakcji w Parlamencie Europejskim, na łamach DGP sceptycznie podchodziliśmy do perspektyw powodzenia nerwowych ruchów w tej sprawie.

Warto wskazać, że w EPP i tak miała pozostać siostrzana Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa (KDNP), współtworząca od dekady koalicję z Fideszem. Ma ona co prawda tylko jednego europosła, niemniej jego obecność jest ważna symbolicznie. Przez ostatni rok w otoczeniu Fideszu sporo się zmieniło. Partia Orbána wygrała z miażdżącą przewagą wybory do Parlamentu Europejskiego, a szefem EPP został Donald Tusk, któremu niektórzy politycy tej europartii wytykają dobre relacje z Orbánem.

Tak zwana rada mędrców, której zadaniem było sformułowanie rekomendacji co do ewentualnego wykluczenia bądź utrzymania zawieszenia węgierskiego stronnictwa, także była wewnętrznie podzielona. Obie strony w dużym stopniu markują działania. Sprawa zamknięcia finansowanego przez George’a Sorosa Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego została rozwiązana; główna działalność została przeniesiona do Wiednia. Ustawa o organizacjach poza rządowych, która została uchwalona przed blisko trzema laty, została uznana za sprzeczną z prawem UE, ale nie ma żadnych sygnałów dotyczących jej nowelizacji.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.