Łukaszenka pod presją Putina. Koniec epoki lawirowania
Kreml szuka łatwego sukcesu, który dowiedzie, że istnieje coś takiego jak rosyjski świat. Chce udziału Białorusi w wojnie i pełnego podporządkowania Rosji
Przez 28 lat swoich rządów Alaksandr Łukaszenka prowadził politykę lawirowania. Okresy ostrych represji i zbliżania Białorusi z Rosją przeplatały się z latami relatywnej liberalizacji systemu i próbami nawiązywania poprawnych relacji z Zachodem, które miały służyć jako narzędzie wymuszania ustępstw na Kremlu. Teraz to się zmieniło. Łukaszenka się miota i wysyła równoczesne, wzajemnie sprzeczne sygnały pod adresem Moskwy i Zachodu.
- Jeszcze raz podkreślam: nie ma konieczności ogłaszania mobilizacji. Trzeba jednak ostrożniutko wezwać ludzi, przyjrzeć się ich obecności i doprecyzować wszystkie nasze materiały, listy i dokumenty w komendach uzupełnień - tłumaczył na poniedziałkowej naradzie w ministerstwie obrony. - Gdy tylko w Rosji ogłosili mobilizację, zobaczyliśmy, ile tam jest niedociągnięć. Ktoś jest chory, ktoś kulawy, ktoś umarł, ktoś wyjechał. Mogą być różne sytuacje, a my powinniśmy widzieć, czym na dziś dysponujemy - dodawał, zapowiadając przegląd rezerw. W ostatnich dniach Białorusini zaczęli dostawać wezwania do wojskowych komend uzupełnień. Łukaszenka dodał, że „zawsze tak robiono”, ale to nieprawda. - Szykujemy się do wojny, bo wszystko może się zdarzyć - tłumaczył, przyznając, że Białoruś bierze udział w „specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.