Z Appalachów przez Kapitol po Biały Dom
Dla jednych J.D. Vance to król hipokrytów, dla innych ucieleśnienie amerykańskiego snu. Może być trzecim najmłodszym wiceprezydentem USA w historii
Długo spekulowało się, że kandydatem na wiceprezydenta u boku Donalda Trumpa będzie kobieta lub przedstawiciel mniejszości, a więc osoba, która będzie go wyborczo dopełniała i poszerzała elektorat. Decydując się na Vance’a, Trump zdecydował się pójść w inną stronę, wykonał ukłon w kierunku nowych nurtów wśród republikanów, młodych polityków, lojalnych wobec niego, choć skonfliktowanych z wierchuszką partyjną. Takich, którzy nie wahają się ostro atakować demokratów. Jak właśnie J.D. Vance, który za próbę zamachu na Trumpa niemal od razu obwinił jego przeciwników politycznych.
„Jako pierwszy przyznam, że nie osiągnąłem niczego wielkiego w moim życiu. Nie jestem senatorem, gubernatorem czy byłym ministrem w rządzie. Nie założyłem firmy wartej miliard dolarów czy organizacji non-profit zmieniającej świat” – tak pisał w swoich bestsellerowych wspomnieniach z 2016 r. J.D. Vance. Od tego czasu sporo się zmieniło, 39-latek został dwa lata temu wybrany do Senatu, a na Kapitolu wyrobił sobie na tyle silną pozycję, że Donald Trump postanowił, że to właśnie z nim ubiegać się będzie w listopadzie o Biały Dom. Dzięki decyzji byłego prezydenta Vance już wyrósł w USA na niekwestionowaną gwiazdę prawej strony.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.