Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Karzaj rozpoczął drugą kadencję

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Na czas wczorajszego zaprzysiężenia Hamida Karzaja okolice kabulskiego pałacu prezydenckiego zamieniły się w oblężoną twierdzę, a w całej stolicy wprowadzono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa.

Tuż po uroczystości nowy-stary prezydent Afganistanu zaklinał jednak rzeczywistość i przekonywał, że już w ciągu pięciu lat afgańska armia i siły bezpieczeństwa będą gotowe do zagwarantowania bezpieczeństwa w całym kraju. Niewielu dało się jednak przekonać.

Na inaugurację zjechali do Kabulu pierwszoligowi politycy z całego świata. Przejęciu władzy przez Karzaja przyglądała się sekretarz stanu USA Hillary Clinton, szefowie brytyjskiej i francuskiej dyplomacji David Miliband i Bernard Kouchner oraz pakistański prezydent Asif Ali Zardari.

To właśnie między innymi dlatego anulowano wszystkie loty do i z Kabulu, w centrum miasta całkowicie wstrzymano ruch uliczny, zaś w pozostałych częściach 2,5-milionowej metropolii wzmocniono patrole uliczne. Kontrole zaczynały się wiele kilometrów przed rogatkami Kabulu. - Wróg próbuje teraz wedrzeć się do Kabulu, by zakłócić inaugurację - ostrzegał odpowiedzialny za bezpieczeństwo stolicy pułkownik Sanam Gul, dowódca 4. batalionu afgańskiej armii. Wysiłki afgańskich i amerykańskich sił przyniosły skutek: do zamknięcia tego wydania gazety w Kabulu nie doszło do żadnego poważniejszego incydentu.

Nic więc dziwnego, że podczas uroczystości zaprzysiężenia Hamid Karzaj tryskał optymizmem. - Jesteśmy zdeterminowani, by w ciągu najbliższych pięciu lat doprowadzić do tego, że afgańskie siły będą w stanie przejąć odpowiedzialność za zapewnienie bezpieczeństwa i stabilności w całym Afganistanie - zapowiedział. Co więcej, Afgańczycy chcą w ciągu trzech lat przejąć z rąk zachodnich wojsk najbardziej niestabilne regiony kraju.

Ale wojna z talibami to niejedyny kłopot Karzaja. Jego rodacy i zachodni sojusznicy coraz głośniej narzekają na pleniącą się korupcję. Jej dowodów nie trzeba daleko szukać: niemalże w przeddzień zaprzysiężenia amerykański dziennik The Washington Post ujawnił, że minister górnictwa w jego gabinecie Mohammad Ibrahim Adel przyjął 30 milionów dolarów łapówki od chińskiego koncernu Metallurgical Group Corp. za koncesję na eksploatację złóż miedzi w prowincji Logar.

Podczas wczorajszego wystąpienia Karzaj nie komentował tego skandalu. Obiecał co prawda, że w przyszłości będzie się starał angażować do rządu kompetentnych i uczciwych ministrów, jednak nie ujawnił żadnych szczegółów swoich planów. - Korupcja to bardzo niebezpieczna sprawa - mówił ogólnikowo.

Nikt jednak nie ma złudzeń: w końcu prezydent będzie musiał zadbać o przejrzystość działań swojego gabinetu. Amerykanie już zaczęli na to naciskać, ujawniając tuż przed zaprzysiężeniem, że rząd w Kabulu powoła wkrótce specjalną jednostkę antykorupcyjną. Waszyngton nalegał, by prezydent poruszył ten temat w wystąpieniu. - Afgańczycy trochę zrobili w tej sprawie, ale nie tyle, by można było powiedzieć, że poważnie traktują problem - stwierdziła w drodze do Kabulu Hillary Clinton.

@RY1@i02/2009/227/i02.2009.227.000.0014.001.jpg@RY2@

Hamid Karzaj w kabulskim pałacu prezydenckim w drodze na swoje zaprzysiężenie

AFP

mariusz.janik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.