Prezydentowi marzy się stałe miejsce w historii
Wydawało się, że Klaus pogodził się już z traktatem z Lizbony. Dlaczego teraz radzi trybunałowi konstytucyjnemu, by wziął pod uwagę możliwość przeprowadzenia referendum?
ROZMOWA
Prezydent przygotowuje się do wyroku i chce pokazać, że zrobił wszystko, by powstrzymać Lizbonę. Tak aby mógł powiedzieć: ostrzegałem, proponowałem, perswadowałem, a teraz umywam ręce.
Przeciek do The Times to najprawdopodobniej pomysł jego doradcy Ladislava Jakla, który wielokrotnie występował już jako informator tej gazety. Na Hradczany dotarły sygnały, że wielu brytyjskich konserwatystów było zawiedzionych zeszłotygodniowymi pojednawczymi wypowiedziami Klausa w sprawie traktatu.
Moim zdaniem nie, bo konstytucja stanowi wyraźnie: rząd może, ale nie musi rozpisać referendum. Trybunał nigdy dotąd tego nie nakazywał.
Według mnie Klaus uważa, że ma do spełnienia historyczną rolę. To polityk, który dużo myśli o sprawach zasadniczych, takich jak: suwerenność, racja stanu, długofalowe interesy. On bardzo identyfikuje się z prezydentem Edvardem Beneszem (rządził Czechosłowacją w latach 1935 - 38 i 1941 - 48 - red.), który też próbował znaleźć dla naszego kraju miejsce pomiędzy Wschodem i Zachodem. Benesz nie zdołał uchronić Czech przed marginalizacją, Klaus ma nadzieję, że jemu się to powiedzie.
@RY1@i02/2009/210/i02.2009.210.000.009b.001.jpg@RY2@
Bohumil Doleżal
* czeski publicysta, były współpracownik Vaclava Klausa
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu