Blair na czele wyścigu o prezydenturę Unii
Po zaakceptowaniu przez Irlandczyków Lizbony ruszyła dyplomatyczna batalia o najważniejsze stanowiska, które powstaną w UE po wejściu w życie traktatu.
@RY1@i02/2009/195/i02.2009.195.000.013a.001.jpg@RY2@
Tony Blair może liczyć na poparcie Francji i Niemiec
Wiktor Dąbkowski/Reporter
Uczestniczy w niej także Polska, mimo iż nie zakończyła jeszcze procesu ratyfikacji. Warszawa chętnie by widziała w roli szefa unijnej dyplomacji obecnego ministra spraw zagranicznych Szwecji Carla Bildta.
Wszystko przez to, że Polska i Szwecja mają coraz więcej wspólnych interesów na forum Unii. Oba kraje były inicjatorami Partnerstwa Wschodniego - zainaugurowanej kilka miesięcy temu inicjatywy, której celem jest pogłębiona współpraca z postsowieckimi państwami Europy Wschodniej. Szwecja popiera polskie wezwania do wypracowania wspólnej polityki energetycznej w UE. Sztokholm sprzeciwia się również budowie lansowanego przez Gazprom i Niemców Gazociągu Północnego. Co więcej, Bildt w udzielonym niedawno wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" zadeklarował, że region Morza Bałtyckiego - w tym Polska - powinien mieć swojego przedstawiciela w grupie G20.
W tej sytuacji nie dziwi nieoficjalne na razie poparcie Warszawy dla Szweda. Tym bardziej, że wysoki przedstawiciel Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, czyli unijny minister spraw zagranicznych, faktycznie będzie w większym stopniu kreował politykę niż stały przewodniczący Rady Europejskiej (czyli tzw. prezydent UE). Według traktatu lizbońskiego rola tego ostatniego sprowadza się raczej do administrowania Unią.
Szanse szefa szwedzkiej dyplomacji osłabia jednak jego życzliwe stanowisko wobec rozszerzenia Unii Europejskiej o Turcję. Dla Francji i Niemiec taki pogląd może być nie do przyjęcia. A to właśnie Berlin i Paryż mają najwięcej do powiedzenia przy obsadzie stanowisk powoływanych przez Lizbonę.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel zaczęła zresztą forsować własnego kandydata - obecnego szefa resortu spraw wewnętrznych Wolfganga Schaeuble. Ale i on ma swoje słabe strony - mało prawdopodobne, by dwa najważniejsze nowe stanowiska w Unii objęli przedstawiciele dużych krajów. Tymczasem w ostatnich dniach na faworyta do objęcia funkcji unijnego prezydenta wysforował się były brytyjski premier Tony Blair, którego popierają dwa najsilniejsze kraje Europy - Francja i Niemcy.
Możliwe jest zatem, że szefem dyplomacji zostanie unijny komisarz ds. rozszerzenia Fin Olli Rehn. Z kolei - ponieważ nie wszystkie kraje chcą, by na czele Unii stanął polityk tak dużego formatu jak Blair - na giełdzie kandydatów wymieniane są też nazwiska premierów Holandii Jana-Petera Balkenende i Luksemburga Jean-Claude Junckera oraz byłych szefów rządu Finlandii Paavo Lipponena i Hiszpanii Felipe Gonzaleza.
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu