Będzie prezydent Unii i jej minister spraw zagranicznych
● Postanowienia traktatu nie wejdą natychmiast w życie, bo nie ratyfikowały go jeszcze dwa kraje: Polska i Czechy. O ile prezydent Lech Kaczyński zapowiedział, że podpisze dokument w przyszłym tygodniu, o tyle termin wydania orzeczenia w tej sprawie przez czeski trybunał konstytucyjny nie jest znany. Stanie się to zapewne jeszcze w tym roku.
● W przeciwieństwie do traktatu z Nicei Lizbona przyznaje każdemu państwu prawo do mianowania jednego komisarza. Dlatego Jose-Manuel Barroso czeka na desygnowanie swojej nowej ekipy do czasu, kiedy będzie jasne, który traktat ostatecznie będzie obowiązywał. Najpewniej dopiero na początku nowego roku powstanie nowa komisja Barroso. Już według regulacji lizbońskich.
● W tym samym czasie będzie powołany pierwszy unijny minister spraw zagranicznych. Wśród potencjalnych kandydatów na korytarzach Brukseli wymienia się jednak polityków raczej z drugiej ligi: komisarza ds. poszerzenia Olliego Rehna, szefową MSZ Austrii Ursulę Plassnik, ostatniego gubernatora Hongkongu Chrisa Pattena czy premiera Holandii Jana Petera Balkenende. Największe kraje Unii obawiają się, że mianowanie na to stanowisko charyzmatycznego i wybijającego się przywódcy mogłoby ograniczyć ich swobodę prowadzenia własnej polityki zagranicznej.
● Jeśli do 1 stycznia traktat lizboński nie wejdzie w życie, dopiero od 1 lipca zacznie działać nowy przewodniczący Rady UE. Już dziś wiadomo jednak, że kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy nie chcą na to stanowisko mianować żadnego naprawdę wybitnego polityka. Obawiają się konkurencji i chcą widzieć w Brukseli jedynie kogoś, kto będzie zarządzał "europejskim sekretariatem", a nie nadawał kierunek rozwoju Unii. Na brukselskiej giełdzie nazwisk wymienia się więc b. kanclerza Austrii Wolfganga Schuessela czy ponownie Jana Petera Balkenende. Tony Blair, jako postać zbyt wybitna, poszedł w zapomnienie.
● Nowy traktat zasadniczo zwiększa kompetencje Parlamentu Europejskiego. Zgromadzenie w Strasburgu będzie współdecydowało o prawie europejskim we wszystkich, poza najbardziej wrażliwymi (polityka zagraniczna, finanse, obrona), obszarach unijnego prawa. Ale na razie deputowani mają kłopot. Muszą dokooptować dodatkowych 15 kolegów, bo Lizbona powołuje 751 eurodeputowanych wobec 736 obecnie. Dodatkowi posłowie zostali już jednak na wszelki wypadek wybrani w ostatnich wyborach i tylko czekają na oficjalną nominację.
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu