Pewne zwycięstwo Merkel
Pierwsze wyniki wyborów oznaczają koniec wielkiej koalicji. Chadecja stworzy najpewniej wymarzony rząd z liberałami
Niemcy zdecydowali wczoraj, kto będzie rządził krajem w czasach największego powojennego kryzysu. Walka o głosy trwała do ostatnich chwil przed otwarciem lokali wyborczych. Ostra rywalizacja przyniosła zwycięstwo CDU/CSU kanclerz Angeli Merkel: zagłosował na nią co trzeci wyborca. Teraz Merkel będzie mogła sformować wymarzoną koalicję - z liberalną FDP, na którą głosowało blisko 15 proc. biorących udział w wyborach.
- Chcę być kanclerzem wszystkich Niemców, zwłaszcza w trudnym czasie kryzysu - mówiła szefowa chadeków.
Wygraną Merkel przewidywał każdy sondaż zrobiony w ciągu ostatnich miesięcy. Stawką tych wyborów było jednak nie tyle to, czy niemiecka kanclerz wprowadzi do Bundestagu najwięcej posłów, ale czy będzie mogła uwolnić się od uciążliwego, przymusowego sojuszu z socjaldemokratyczną SPD w ramach tzw. wielkiej koalicji. - To był główny cel Angeli Merkel. Wygląda na to, że został on osiągnięty - komentował na gorąco w rozmowie z nami biograf niemieckiej kanclerz Gerd Langguth.
- Nie jest dobrze dla demokracji, gdy u władzy utrzymują się dwie największe partie, które normalnie powinny ze sobą konkurować. Ludzie potrzebują czytelnych alternatyw. Sojusz CDU/CSU - FDP jest taką alternatywą - komentuje była szefowa Bundestagu Rita Suessmuth.
O powstaniu takiej koalicji decydowały jednak pojedyncze punkty procentowe, więc prowadzona początkowo w sennym tempie kampania wyborcza na ostatniej prostej przeistoczyła się w prawdziwy thriller. Od czasu pojedynku telewizyjnego pomiędzy kanclerz Merkel a liderem SPD Frankiem-Walterem Steinmeierem dwa tygodnie temu socjaldemokraci zaczęli odrabiać wyborcze straty, a w szeregach CDU zapanowała narastająca stopniowo panika. - Chadecy doskonale pamiętali, jak w 2002 i 2005 roku to właśnie na ostatniej prostej stracili znaczną początkowo przewagę - przypomina w rozmowie z nami komentator magazynu "Stern" Hans Peter Schuetz.
Dlatego jeszcze w sobotę zarówno Merkel, jak i Steinmeier apelowali do swoich zwolenników, by agitowali do ostatnich minut. Wszystko wskazuje na to, że lęki kolegów Merkel były bezpodstawne - z wczorajszych sondaży wynika, że SPD poniosła największą porażkę w powojennej historii RFN.
- W Bundestagu chcę być szefem silnej opozycji - zapowiedział wczoraj kandydat socjaldemokratów na kanclerza Frank-Walter Steinmeier. W ten sposób po jedenastu latach SPD opuszcza rządowe gabinety.
Steinmeier będzie musiał oddać stery niemieckiej dyplomacji w ręce szefa liberałow - Guido Westerwellego. 47-letni szef FDP zapowiada, że pójdzie w ślady swojego politycznego mentora, doskonale w Polsce znanego Hansa-Dietricha Genschera.
Sporym zaskoczeniem jest niska frekwencja - najniższa w sześćdziesięcioletniej historii wyborów w Republice Federalnej Niemiec. Według pierwszych informacji do urn poszło wczoraj niecałe 73 proc. uprawnionych - czyli o prawie 5 proc. mniej niż w 2005 r., kiedy sytuacja państwa była znacznie lepsza, a Berlin nie stał przed tak dramatycznymi wyborami jak obecnie.
@RY1@i02/2009/189/i02.2009.189.000.001a.101.jpg@RY2@
AP
Angela Merkel podczas wczorajszego głosowania
@RY1@i02/2009/189/i02.2009.189.000.001a.102.jpg@RY2@
Wygrana CDU/CSU, historyczna porażka SPD
rafal.wos@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu