Albo pałki, albo interesy z Europą
UNIA ZAMIERZA OTWORZYĆ SIĘ gospodarczo na Mińsk. Uzależnia to jednak od tego, czy prezydent Aleksander Łukaszenka nie spacyfikuje nieuznającej wyników wyborów opozycji. Wieczorem pobito jego najpoważniejszego kontrkandydata Uładzimira Niaklajeua
Aleksander Łukaszenka po raz czwarty będzie rządził Białorusią - wynika ze wstępnych wyników wczorajszych wyborów. Opozycja nie uznaje ich i przekonuje, że doszło do fałszerstw. Sam baćka ma teraz zadanie o wiele trudniejsze niż wybory. Musi przekonać Zachód, że nie dosypywał głosów do urn.
Wczoraj jego ludziom puściły jednak nerwy: najpierw Centralna Komisja Wyborcza podała dane, z których wynikało, że Łukaszenka zdobył prawie 90 proc. głosów. Później "nieznani sprawcy" pobili najpoważniejszego rywala prezydenta - lidera kampanii Mów prawdę! Uładzimira Niaklajeua. Z kolei wieczorem MSW straszyło Białorusinów rzekomym zamachem, który w centrum stolicy miała organizować opozycja. Tej udało się wczoraj wyprowadzić na plac Październikowy około 5 tys. osób. Później manifestowano pod parlamentem i CKW.
Mimo pierwszych sygnałów o represjach nie można wykluczyć uznania wyborów przez Zachód. Wczoraj mówili o tym w nieoficjalnej rozmowie z "DGP" przedstawiciele OBWE. Wcześniej postawę Zachodu doskonale opisali Amerykanie w depeszach ujawnionych przez WikiLeaks. "Tusk i Sikorski traktują współpracę z autorytarnym reżimem na Białorusi jako mniejsze zło. W opinii Polaków izolowana Białoruś może zostać anektowana przez Rosję, co starłoby nadzieje, by Białoruś stała się buforem między Polską a Rosją" - czytamy w jednej z nich. W tym sezonie wyborczym właśnie takie jest credo wobec państwa Łukaszenki.
- Należy się spodziewać warunkowego uznania wyborów przez UE - mówi "DGP" kandydat Aleś Michalewicz, zwolennik rozmów z władzą zbliżony do kandydata zjednoczonej opozycji z 2006 r. Aleksandra Milinkiewicza. Już wczoraj było widać, jak wybory ocenią zaangażowani w politykę ocieplenia z Mińskiem Niemcy. Postępy chwalił na antenie reżimowej telewizji m.in. niemiecki deputowany Georg Schirmbeck (CDU), który reprezentuje OBWE. Jego słowa można interpretować prognostycznie, jako stanowisko całej OBWE.
Jeszcze przed otwarciem lokali wyborczych swoje stanowisko ujawniła również Komisja Europejska. 13 grudnia 2010 r. w pierwszym kanale białoruskiej telewizji państwowej odbyła się emisja audycji "Okno na Europę" finansowanej przez KE. W ten sposób Bruksela wsparła telewizję bezpośrednio współpracującą z Łukaszenką, która wczoraj gratulowała władzom "dobrej organizacji głosowania przedterminowego" i doceniała "charyzmę" Alaksandra Łukaszenki.
Ludzie związani z administracją prezydencką tłumaczą: - Zachód, który dotychczas prowadził hegemoniczną politykę, zorientował się, że tu nie ma szans na kolorową rewolucję. Także kryzys pozbawił zachodnich polityków arogancji i pewności siebie - mówi "DGP" Siarhiej Kizima, politolog doradzający Łukaszence. - Jeśli wy nam dobrze, to i my wam. Teraz mamy nadzieję na wstawiennictwo Polski w UE na rzecz obniżenia ceł we wzajemnym handlu. Nie pożałujecie, także finansowo, bo otworzycie sobie drzwi do inwestycji u nas - komentuje.
Przed wyborami zarówno UE (przez szefów MSZ Polski i Niemiec), jak i USA (ustami sekretarz stanu Hillary Clinton) postawili Białorusinom jasny warunek: w miarę uczciwe wybory w zamian za szersze otwarcie drzwi, także dla biznesu. Chodzi o to, aby Mińsk nie zadłużał się u Rosjan. I nie wyprzedawał im najważniejszych koncernów, takich jak Biełtransgaz czy rafineria w Mozyrzu. Każdy taki deal oznacza oddanie kolejnej części suwerenności państwa i powolne przekształcanie kraju w kolejną obłast Rosji. Z kolei Łukaszenka odsprzedający firmy koncernom z UE to utrwalenie bufora między Rosją a Europą.
- Plan, autorstwa m.in. polskich polityków, zakłada legalizację reżimu w zamian za dopuszczenie do parlamentu bardziej ugodowych opozycjonistów. Otworzy to drogę do stworzenia sterowanej demokracji na wzór rosyjski, dzieląc opozycję na kolaborantów i resztę przeznaczoną do likwidacji - mówi "DGP" Wital Rymaszeuski reprezentujący chadeków.
Wczoraj doszło do kuriozalnej sytuacji. Po raz pierwszy w historii to w mediach rosyjskich było więcej relacji o manipulacjach w czasie wyborów i pogwałceniu zasad demokracji niż w mediach zachodnich. Portale takie jak Lenta.ru relacjonowały, jak OMON rozgania manifestacje, a władza blokuje dostęp do blogów i stron opozycyjnych. Rosyjski państwowy Kanał 1 niemal na żywo relacjonował pobicie Niaklajeua. Zachodnie media skupiły się na suchych relacjach.
@RY1@i02/2010/246/i02.2010.246.000.010a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Wieczorem Białorusini demonstrowali w centrum Mińska
Michał Potocki z Mińska
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu