Dziennik Gazeta Prawana logo

Powyborcze scenariusze

3 lipca 2018

Wiadomo już, że wybory zostaną sfałszowane. We wtorek rozpoczęło się głosowanie przedterminowe, które daje największe możliwości manipulacji. W nocy urny z głosami są chronione przez milicję. Na czujność opozycyjnych członków komisji obwodowych nie można liczyć, bo stanowią oni niecałe 0,3 proc. wszystkich członków.

Dalszy rozwój wydarzeń zależy od liczby ludzi, którzy posłuchają wezwań opozycji i wyjdą na plac Kastrycznicki w Mińsku. Jak mówił "DGP" kandydat Uładzimier Niaklajeu, przy 100 tys. Łukaszenka straci władzę, przy 50 tys. - będzie się musiał nią podzielić. Problem polega na tym, że nawet w 2006 r. Aleksandrowi Milinkiewiczowi udało się zebrać zaledwie 30 tys. Białorusinów. Na niekorzyść opozycji gra przede wszystkim brak wiary w kolorową rewolucję (w 2006 r. wielu na nią liczyło) oraz termin wyborów. W noc wyborczą ma być minus 12 stopni. Tydzień po wyborach przypada katolickie Boże Narodzenie (katolicy są aktywniejsi politycznie niż prawosławni), dwa tygodnie później - Nowy Rok, po którym staje cały kraj.

Wydaje się jednak, że słabość Łukaszenki wynikająca z rosnących nacisków Moskwy może skłonić go do ustępstw, choćby utworzenia systemu wielopartyjnego i przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Jeden z bliskich współpracowników niestartującego w tych wyborach Milinkiewicza przekonywał nas, że jest to możliwe: Łukaszenka może zbudować lojalne partie w oparciu o prorządowych komunistów i własny ruch społeczny Biała Ruś, dopuszczając jednocześnie kilkunastu posłów opozycji. Takie posunięcie dałoby prezydentowi legitymację do dalszych reform gospodarczych i przyciągania inwestorów. Można sobie wyobrazić sytuację, w której na czele rządu staje któryś z liberalnych ekonomistów. Jarasłau Ramanczuk kandydujący w tych wyborach twierdzi nawet, że administracja złożyła mu już podobną propozycję. Unia, otwarcie dążąca do ocieplenia relacji z Mińskiem, nie miałaby wówczas wątpliwości co do uznania wyborów za ważne i zniesienia sankcji wobec Białorusi.

Dla takiego scenariusza podstawowym zagrożeniem są kadry reżimu. Znaczna ich część - szefowie przedsiębiorstw - nie chce zmian, ponieważ zagrażałyby one ich pozycji. Gdyby udało im się pozyskać część generalicji, można sobie wyobrazić prowokacje i rozwiązania siłowe. Szef administracji prezydenta Uładzimier Makiej mówił niedawno, że opozycja szykuje na 19 grudnia zamach terrorystyczny. Choć dla samego Łukaszenki taki rozwój wydarzeń byłby niekorzystny, musiałby przecież zareagować.

Zagadką jest rola Moskwy. Do niedawna - po wielomiesięcznej kampanii propagandy antyłukaszenkowskiej - wydawało się, że można sobie wyobrazić nieuznanie wyboru Łukaszenki przez Kreml. 9 grudnia oba kraje zawarły jednak ważną umowę, regulującą zasady celne dotyczący handlu ropą. Łukaszenka mimo wszystko może być dla Rosji wygodniejszym partnerem niż którykolwiek z kandydatów opozycji, ten mógłby wszak zacząć rozmowy z UE bez obciążeń. Moskwie może zatem wystarczyć reforma konstytucji. Rosjanie nauczyli się grać w demokrację parlamentarną, czego najlepszym przykładem są wydarzenia na Ukrainie, w Mołdawii czy Kirgistanie, gdzie wspieranie konkretnych partii przynosi pożądane rezultaty. Na Białorusi w razie takiej reformy Kreml mógłby liczyć na prołukaszenkowskich komunistów, część Białej Rusi, a także niektóre siły opozycyjne, w tym ludzi Niaklajeua i dawnego wiceszefa MSZ Andreja Sańnikaua. To właśnie z Rosji były prawdopodobnie finansowane kampanie dwóch ostatnich polityków.

W nawale analiz przewidujących perspektywy zmian umyka zazwyczaj inny, dość prawdopodobny scenariusz: brak jakichkolwiek zmian. Może się bowiem wydarzyć, że wbrew nadziejom opozycji na ulice wyjdzie zbyt mało ludzi, by zmusić prezydenta do rozmów, a zarazem zbyt mało, by władzom opłacało się zastosować wariant siłowy. Opozycja pokrzyczy i rozejdzie się - jak to miało miejsce po wyborach parlamentarnych w 2008 r. - zaś Łukaszenka po kolejnym "eleganckim zwycięstwie" zakonserwuje dotychczasowy system, nie czując presji otoczenia.

Michał Potocki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.