Historyczne wybory w Birmie
Pierwsze od 20 lat wybory w rządzonej przez wojskową juntę Birmie okazały się farsą. Głosowanie zbojkotowała wczoraj najważniejsza siła opozycyjna, Narodowa Liga na rzecz Demokracji (ADA) uwięzionej noblistki Aung San Suu Kyi.
ADA zrezygnowała z uczestnictwa w kampanii reklamowanej przez reżim gen. Thana Shwe jako milowy krok na drodze do przywrócenia demokracji, po tym jak władze wpisały do ordynacji zakaz kandydowania dla osób odsiadujących wyroki. Dla 2 tys. najwybitniejszych opozycjonistów, w tym samej Aung San Suu Kyi, oznaczało to wykluczenie z walki o mandaty.
Dodatkowo władze jedną czwartą miejsc w parlamencie przewidziały dla wojska, zakazując żołnierzom ubiegania się o kolejne mandaty. Część opozycyjnych partii, które przystąpiły do wyborów, okazała się ponadto marionetkowymi ugrupowaniami wykreowanymi przez reżim. Wiary w dobre intencje władz w Naypyidaw (nowa stolica kraju) nie dodała także decyzja o niewpuszczeniu na wybory zagranicznych dziennikarzy.
Nadziei na uczciwość wyborów nie ma też świat. Władze Filipin określiły wyścig mianem farsy, a USA - oszustwa. Przeciwnego zdania jest ta część opozycji, która zdecydowała się stanąć do walki. Jej zdaniem nawet takie wybory są krokiem we właściwą stronę.
mwp
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu