Samotny samuraj kontra starość
Nowy premier Japonii Naoto Kan musi znaleźć sposób na wypłatę emerytur, choć nie ma na to pieniędzy
To będzie najcięższa i najważniejsza batalia w karierze Naoto Kana. Nowy premier Japonii będzie musiał pokonać starość, by uratować swój kraj przed bankructwem.
63-letni polityk, który szefem rządu został 8 czerwca, znany jest z tego, że nie lubi owijać w bawełnę. Dlatego cała Japonia czekała na jego pierwsze wystąpienie, w którym miał ocenić stan gospodarki. 126 milionów ludzi nie usłyszało słów otuchy. - Dług publiczny jest przeogromny, a finanse publiczne są w najgorszym stanie spośród wszystkich państw rozwiniętych. Musimy się zreformować, by uniknąć załamania w greckim stylu - mówił. I sypał liczbami: dług publiczny wzrósł w 2009 roku do 200 proc. PKB, a deficyt budżetowy do 8 proc. PKB. Nikt nie podważał jego słów: zanim Naoto Kan został szefem rządu, był ministrem finansów.
Kan znany jest też z tego, że nie lubi przegrywać i że lubi wyzwania - dlatego obiecał zdusić deficyt budżetowy do zera do roku 2020. Na razie pracuje nad planem reform: wiadomo, że Japończyków czekają cięcia w wydatkach i podwyżki podatków, ale już wiadomo, że kluczem do sukcesu będzie zwycięstwo nad starością. I to dosłownie. W ciągu najbliższych lat na emerytury przejdzie kilka kolejnych milionów Japończyków, a w państwowej kasie nie ma pieniędzy na wypłatę świadczeń. Do tej pory rząd w Tokio, by mieć środki na zobowiązania, zaciągał pożyczki oraz sprzedawał obligacje, ale to spowodowało popadnięcie w ogromne wewnętrzne zadłużenie. Naoto Kan chce je radykalnie zmniejszyć, będzie więc musiał znaleźć sposób na wyciągnięcie finansów Japonii z błędnego koła, w których trwały od dekad. Na razie nad tym pracuje.
Na pewno w tym trudnym zadaniu będzie mógł liczyć na poparcie społeczeństwa - z dwóch powodów. Po pierwsze - cieszy się sympatią, bo nie wywodzi się z żadnej z tradycyjnych dynastii, których przedstawiciele parali się polityką (z takiej dynastii wywodzi się np. jego poprzednik na stanowisku premiera Yukio Hatoyama - szefami rządów byli jego ojciec oraz dziadek). Kan jest synem prostego biznesmena, ukończył Instytut Technologiczny w Tokio. Musiał ciężko zapracować na to, by w końcu stać się politykiem, dopiero za trzecim razem udało mu się zdobyć poselski mandat. - Dorastałem w typowej kupieckiej rodzinie. Nie miałem ani wpływowych przyjaciół, ani koneksji. Myślę, że z taką przeszłością mogą być Japonii bardzo pomocny - powiedział ostatnio Kan.
Po drugie Japończycy mają w pamięci jego bezprecedensowy uczynek z roku 1996, gdy był ministrem zdrowia. Zerwał wówczas wielką zmowę milczenia i ujawnił aferę, którą kolejne rządy starały się zatuszować: w latach 80. ubiegłego wieku krwi skażonej wirusem HIV używano do produkcji leków dla chorych na hemofilię. Kontakt z wirusem wywołujących AIDS miało nawet trzy tysiące osób. Naoto Kan spowodował tym wielki polityczny kryzys: przez niego rządząca Partia Liberalno-Demokratyczna na długie lata straciła twarz. Ale on zyskał szacunek.
Teraz liczy na to, że Japończycy ponownie mu zaufają. - Czekają nas bardzo trudne reformy. Musimy przekonać ludzi, że wiemy, co czynimy - powiedział tuż po tym, jak został premierem.
@RY1@i02/2010/122/i02.2010.122.000.024a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Naoto Kan postraszył Japończyków, że jeśli nie zgodzą się na zaciskanie pasa, krajowi grozi grecki kryzys
Piotr Czarnowski
piotr.czarnowski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu