Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Ashton szuka ludzi poza Brukselą

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Według przyjętych wczoraj przez Komisję Europejską regulacji przy nominacjach na kluczowe stanowiska w nowej europejskiej służbie zewnętrznej preferencje będą mieli pracownicy ministerstw spraw zagranicznych państw UE.

Nowy korpus będzie rekrutował swoich pracowników z trzech źródeł: Rady UE, Komisji Europejskiej oraz krajowych MSZ. Przyjęte przez KE regulacje przewidują, że w okresie przejściowym - czyli do 2013 r. - to ci ostatni będą zajmować stanowiska w nowej służbie, nawet jeżeli kandydaci z Rady i KE będą mieli porównywalne kompetencje.

W ostatnich miesiącach Catherine Ashton, szefowa unijnej dyplomacji, znalazła się pod ogromną presją krajów członkowskich, aby postawić na proponowanych przez nie dyplomatów. Ma to być gwarancja, że Bruksela nie będzie prowadziła zbyt niezależnej polityki zagranicznej.

Polskiemu rządowi szczególnie zależy na tym, by baronessa Ashton mianowała Polaków na ambasadorów w krajach Europy Wschodniej i innych, ważnych miejscach świata. Na razie wygląda na to, że żaden ze 136 unijnych ambasadorów nie będzie pochodzić z Polski. - Przyjęłam dwie zasady: zapewnienie przy nominacji zarówno równowagi geograficznej, jak i równowagi między kobietami i mężczyznami. W lipcu mianuję pierwszą trzydziestkę nowych ambasadorów. Chcę, aby byli to najlepsi możliwi kandydaci. Nie mam wątpliwości, że Polska przedstawi takie osoby - powiedziała "DGP" Ashton.

Zgodnie z przyjętymi wczoraj regulacjami dyplomaci oddelegowani do pracy w unijnej służbie otrzymają identyczne uposażenie jak kandydaci desygnowani przez Komisję Europejską lub Radę UE. Będą też mogli pracować w nowej służbie dłużej, niż przewiduje stosowana do tej pory 6-letnia kadencja. Jednak od drugiej połowy 2013 r. już tylko co trzecie stanowisko do obsadzenia w unijnej służbie działań zewnętrznych będzie zarezerwowane dla dyplomatów ze stolic narodowych. Reszta przypadnie urzędnikom z Brukseli.

Ashton chce przedstawić gotowy projekt działania unijnej dyplomacji zbierającym się pod koniec przyszłego tygodnia na szczycie w Brukseli przywódcom Unii. Jeśli zaakceptują jej plan, nowa instytucja powinna zacząć działać w grudniu.

Aby jednak tak się stało, Brytyjka musi jeszcze rozwiązać spór z Parlamentem Europejskim o warunki finansowania nowej instytucji. Pierwotnie zakładano, że wydatki na ten cel uda się wygospodarować dzięki oszczędnościom w dotychczasowym budżecie UE. Dziś wiadomo jednak, że się to nie uda. Eurodeputowani chcą, aby służba Ashton była finansowana z powiększonego budżetu całej Unii. W takim układzie co roku Parlament Europejski mógłby rozliczać unijnych dyplomatów z efektów ich pracy. I w razie konieczności - przyciąć im fundusze.

Ashton upiera się natomiast przy stworzeniu odrębnego budżetu. Twierdzi, że to warunek pracowania długoletniej strategii rozwoju. Zgodnie z traktatem lizbońskim unijna służba dyplomatyczna miała działać od wiosny tego roku. Zdaniem wielu ekspertów już teraz widać jednak, że nie spełnia pokładanych nadziei. W kluczowych obszarach polityki międzynarodowej - jak stosunki z Rosją czy USA - Catherine Ashton albo jest nieobecna, ale nie odgrywa znaczącej roli. - Ashton można będzie rozliczyć po pełnej, pięcioletniej kadencji, nie teraz - radzi w rozmowie z "DGP" Jean-Luc Dehaene, wiceprzewodniczący konwentu opracowującego europejską konstytucję i wieloletni premier Belgii.

Jędrzej Bielecki

jędrzej.bielecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.