Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Europa nie umie zaciskać pasa

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Mechanizm wsparcia strefy euro kwotą 750 mld euro pozwolił Europie zyskać na czasie. Nie rozwiązał jednak długofalowych problemów, których przyczyna tkwi w tym, że większość UE żyje ponad stan - przekonuje Gideon Rachman

Europa kupiła sobie trochę czasu dzięki wartemu 750 mld euro programowi ratunkowemu. Jednak długoterminowy problem pozostaje. Większość Unii Europejskiej żyje ponad stan. Deficyty rządowe wymknęły się spod kontroli, a dług sektora publicznego narasta. Jeżeli europejskie rządy nie wykorzystają pola manewru, które dostały, by kontrolować wydatki, rynki finansowe ponownie uderzą w bezlitosny sposób. Niestety europejscy wyborcy i politycy po prostu nie są przygotowani na epokę zaciskania pasa.

Kiedyś myślałem, że Europa ma rację. Niech sobie Ameryka będzie militarnym supermocarstwem, niech Chiny będą supermocarstwem ekonomicznym - Europa będzie potęgą, jeżeli chodzi o styl życia. Czasy, w których europejskie imperia dominowały w świecie, odeszły do historii. Ale to nie był problem. Europa wciąż mogła być miejscem z najpiękniejszymi miastami, najlepszym jedzeniem i winem, najbogatszą historią kultury, najdłuższymi wakacjami. Życie dla większości Europejczyków nigdy nie było wygodniejsze. To była świetna strategia. Posiadała jednak jedną wadę. Europejczycy nie mogą sobie pozwolić na swoją wygodną emeryturę.

Grecki kryzys finansowy jest, niestety, ekstremalnym przykładem szerszego europejskiego problemu. Inwestorzy od miesięcy nerwowo spoglądają na poziom zadłużenia i deficytu w Hiszpanii, Portugalii i Irlandii. Jednak nawet wielka europejska czwórka - Wielka Brytania, Francja, Włochy i Niemcy - nie jest nietykalna. Włoski dług publiczny wynosi około 115 procent PKB. Około 20 proc. tych potrzeb trzeba będzie zrefinansować w 2010 r. Wielka Brytania ma obecnie deficyt budżetowy sięgający prawie 12 proc. PKB, jeden z najwyższych w Europie. George Osborne, który prawdopodobnie zostanie ministrem finansów w nowym rządzie, opisuje oficjalne brytyjskie prognozy gospodarcze jako "czystą fikcję". Francuskiemu rządowi nie udało się zrównoważyć budżetu od ponad 30 lat. Zaś jednym z powodów, dla których Niemcy nie chcą pomagać Grecji, jest świadomość, że ich własny kraj ma problemy z doprowadzeniem swoich finansów do porządku.

To prawda, że obywatele Łotwy i Irlandii przełknęli już bolesne cięcia płac i emerytur. Jednak oba te kraje w nie tak dawnej przeszłości doświadczyły nędzy, po której przyszedł tyleż potężny, ile nietrwały boom.

Jednak jak pokazują zamieszki na ulicach Aten, nie wszyscy Europejczycy zareagują w sposób równie stoicki na głębokie cięcia wydatków. Wielu uważa wczesną emeryturę, darmową publiczną służbę zdrowia i szczodre zasiłki dla bezrobotnych za swoje fundamentalne prawa. Dawno temu przestali pytać, skąd te rzeczy są finansowane. Poczucie, że nam się coś należy, utrudnia reformy.

Jednak jeżeli Europejczycy nie zaakceptują teraz faktu, że muszą zacisnąć pasa, staną w obliczu bardziej wstrząsających wydarzeń - niewypłacalności suwerennych państw i upadłości banków. Dla wielu Europejczyków to sprawy, które mogą wydarzyć się tylko w Ameryce Łacińskiej. Odkrycie, że Europa Łacińska - a być może także Północna - też może dojść do finansowej ściany, będzie szokiem.

Ekspansja i wzrost znaczenia UE wywołała niebezpieczne poczucie samozadowolenia. Krajom Europy Południowej i Środkowej Bruksela była przedstawiana jako polisa ubezpieczeniowa. Kiedy już weszli do UE, poczuli, że wojny, dyktatury i nędza zostały odesłane do przeszłości. Każdy mógł aspirować do stosunkowo wygodnego, stabilnego stylu życia Francuzów i Niemców. Przez wiele lat sprawdzało się to świetnie - standardy życia rosły w takich krajach jak Hiszpania, Grecja i Polska. W ostatnich latach europejska jedność była również reklamowana jako polisa ubezpieczeniowa dla członków założycieli Unii. Zarówno prezydent Narkozy, jak i kanclerz Niemiec Angela Merkel mówią o Europie, która chroni. Idea ta zasadzała się na tym, że Unia, która obejmuje 27 państw, jest na tyle duża, by chronić unikalny europejski model społeczny przed zawirowaniami.

Na najbardziej fundamentalnym poziomie UE rzeczywiście chroni. O ile jednak Europejczycy nie boją się już więcej cudzoziemskich armii, to zaczynają się obawiać zagranicznych obligatariuszy. Istnienie Europy jako potęgi stylu życia zależy od wystarczającego dopływu kredytu. Plan ratunkowy oznacza w istocie rozszerzenie ostatniej, potężnej linii kredytowej dla tych europejskich rządów, które mogą jej potrzebować. Jednak przy całym gadaniu o paneuropejskiej solidarności koszty tej linii kredytowej gwałtownie zwiększą poziom politycznego napięcia w ramach UE. W Grecji gorzko mówi się o utracie narodowej suwerenności, a w Niemczech równie gorzko - o kosztach ratowania nieodpowiedzialnych południowych Europejczyków. W ubiegłym tygodniu rozmawiałem z szanowanym członków unijnego establishmentu. Ze smutkiem potrząsał głową nad wzajemnymi oskarżeniami między Grekami a Niemcami i sposobem, w jaki kryzys "nastawia ludzi przeciwko sobie". Tak, powiedział, może wyglądać współczesna wojna.

Miejmy nadzieję, że tylko tak. Ale Europejczycy odkrywają, że "europejski projekt" nie stanowi ochrony przed brutalnością zewnętrznego świata. Sprawy wciąż mogą pójść bardzo źle - nawet w chronionym ogrodzie UE.

@RY1@i02/2010/092/i02.2010.092.000.015a.001.jpg@RY2@

Fot. TopFoto/Forum

Turyści na Maderze

Tłum. TK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Gideon Rachman

publicysta "Financial Timesa"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.