Mniej atomu - większe ryzyko
Obama i Miedwiediew podpisali w Pradze układ redukujący liczbę głowic nuklearnych i środków ich przenoszenia. Krok ku bezpieczniejszemu światu? Niekoniecznie. Umowa daje Rosji szansę na zmodernizowanie arsenałów nuklearnych, Moskwa będzie miała mniej broni atomowej, ale lepszej jakości. Ponadto redukcja zwiększa, a nie zmniejsza ryzyko jej użycia, słabnie bowiem straszak masowej zagłady. Stałym elementem zimnowojennych doktryn była groźba unicestwienia przeciwnika. Ktokolwiek pierwszy odpaliłby atomową salwę, druga strona i tak miałaby dość rakiet, by zetrzeć go z powierzchni. Gwarancją równowagi były tysiące głowic nuklearnych. Gdyby - załóżmy - liczba środków przenoszenia i głowic w USA oraz Rosji spadła do kilkudziesięciu, odpalenie pierwszej salwy przez jeden z tych krajów nie pociągałoby automatycznie jego zagłady w odwecie. Mało tego, rozbrojone supermocarstwo stałoby się łatwiejszym celem dla atomowych nuworyszy. Rozbrojenie nuklearne świetnie sprzedaje się w politycznym PR, ale niekoniecznie czyni świat lepszym. Limit zaakceptowany w Pradze daje wciąż wystarczającą siłę odstraszania, ale Obama zapowiedział budowę świata bez atomu, będzie zatem parł do dalszych redukcji, a to może skończyć się źle, ponieważ inni wcale nie zamierzają iść w ślady Ameryki.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.