Kirgistan w ogniu anarchii
Jesteśmy sam na sam z pijanym tłumem - mówią "DGP" świadkowie
Kiedy w nocy przejeżdżałem przez centrum, na ulicach panował chaos. Tłumy pijanych demonstrantów okradały i podpalały sklepy. Wielkie centrum handlowe Goin zostało spalone. Kiedy politycy dogadują się, kto przejmie władzę, przywiezieni przez nich demonstranci pompują w siebie wódę i demolują ulice. Sam mieszkam na obrzeżach Biszkeku. Panuje tu spokój, nie ma dużych sklepów, złodzieje nie mają więc czego szukać. Staramy się nie opuszczać mieszkania. Na ulicach miasta nie widać milicji, ludzie zostali sam na sam z pijanym tłumem. Całą rodziną jesteśmy wpatrzeni w telewizor i czekamy na nadejście kolejnej nocy. Obawiamy się, że złodzieje ruszą na mieszkania zwykłych ludzi.
W pałacu prezydenckim, gdzie do poniedziałku urzędował Bakijew, wciąż panuje chaos. Ludzie grasują po korytarzach, kradną wszystko, co popadnie. Nowa władza nie panuje nad sytuacją, na ulicach wciąż słychać strzały. Poza szpitalami i niektórymi urzędami nic nie działa. Ludzie tworzą specjalne drużyny ochotników, które mają pomóc przetrwać kolejną noc bezprawia. Dzisiaj łupem złodziei mogą paść małe sklepiki i mieszkania zwykłych ludzi. Ludzie są rozdrażnieni milczeniem opozycji, która przejęła władzę. Powinna wyjść na plac, wyjaśnić sytuację. Manifestanci zachowują się bardzo agresywnie, atakują też dziennikarzy. Ktoś został pobity, komuś skradziono dyktafon, innemu - kamerę. Dzisiaj wróciłam z miasta Tokmak na wschód od stolicy. Odżyły spory etniczne, ubodzy Kirgizi organizują się przeciw bogatym Uzbekom.
JanyŁ, gospodyni domowa
Zamknięto szkoły, dzieci mają wolne. Chcą pobawić się na podwórku, ale boję się wypuścić je z domu. Otwarte są tylko osiedlowe kioski spożywcze, gdzie można kupić chleb, masło czy cukier. O większe rarytasy trudno, bo duże sklepy są zamknięte lub zdemolowane. Dzisiejsza noc też będzie nieprzespana.
Wczoraj cały dzień trwała strzelanina. Narym to miasteczko, wielu demonstrantów znam osobiście. Wśród mieszkańców panuje euforia, ale w nocy do miasta przyjechało dużo ludzi na koniach. Boimy się, że to złodzieje z okolicznych wsi. Dwaj narymczanie zginęli w trakcie szturmu na Biały Dom w Biszkeku. Jeden z nich to syn moich znajomych, miał zaledwie 23 lata. Rozmawiał przez telefon, gdy snajper strzelił mu prosto w czoło.
Przed pałacem prezydenckim obrońcy Bakijewa potraktowali nas gazem łzawiącym, a rozmieszczeni na dachach snajperzy strzelali w demonstrantów. Jednego udało się złapać, ludzie pobili go na śmierć. Około północy wtargnęliśmy do pałacu. Zaczęła się grabież, zobaczyliśmy tylko cztery odjeżdżające rządowe terenówki. Nikt nie gasi pożarów. Strażacy i milicja nie wyjeżdżają w miasto, boją się o swoje życie, są przecież przedstawicielami rządu. Cała nadzieja w obywatelskich drużynach, które są właśnie organizowane. Przed chwilą przyjaciele zadzwonili i powiedzieli, że stronnicy Bakijewa starają się opanować budynek milicji. Trzytysięczny tłum rozsiewa panikę, bo do władzy pomoże im wrócić jedynie wojna domowa.
@RY1@i02/2010/069/i02.2010.069.000.0017.001.jpg@RY2@
Fot. TopFoto/Forum
1. Rozruchy w Kirgistanie kosztowały życie co najmniej 70 osób, a kilkaset zostało rannych. Obie strony konfliktu strzelały do siebie ostrą amunicją
@RY1@i02/2010/069/i02.2010.069.000.0017.002.jpg@RY2@
Fot East News
2. Wielu demonstrantów, uzbrojonych w skradzioną z milicyjnych komisariatów broń, grabiło sklepy i paliło samochody
@RY1@i02/2010/069/i02.2010.069.000.0017.003.jpg@RY2@
Fot. AP
3. Wczoraj manifestanci splądrowali siedzibę głowy państwa w Biszkeku. Prezydent Kurmanbek Bakijew uciekł na południe kraju
Nino Dżikija
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu