Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Merkel zamierza usuwać oszustów ze strefy euro

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Wyrzucania państw łamiących zasady strefy euro domaga się niemiecka kanclerz Angela Merkel. W tym celu chciałaby ustanowić wkrótce nowe reguły funkcjonowania Eurolandu.

Eksperci uznają jej wystąpienie za próbę uspokojenia opinii publicznej, niechętnie nastawionej do pomagania np. Grecji.

Problem w tym, że jednocześnie grożenie odsunięciem od wspólnej waluty może odstraszyć nie tylko kraje kandydujące do Eurolandu - jak Polska - ale też obecnych jego członków.

Występując podczas wczorajszej debaty budżetowej w Bundestagu, Merkel podkreśliła, że stabilność wspólnej waluty musi pozostać priorytetem. Przypomniała też propozycję swojego ministra finansów Wolfganga Schaeublego, który chciałby stworzyć traktatową możliwość "wyłączenia państwa ze strefy euro - jako krok ultima ratio - jeśli na dłuższą metę łamie ono obowiązujące zasady".

- Inaczej nie można współpracować - podkreśliła Merkel. Według niej nie ma obecnie instrumentów instytucjonalnych, by zaradzić kryzysowej sytuacji, w jakiej znalazła się eurostrefa. - Nie spodziewaliśmy się, że znajdziemy się kiedyś w takim położeniu - przyznała wczoraj kanclerz Niemiec.

- To taka psychologiczna gra Berlina: Merkel nie ma innego wyjścia, jak pomóc Atenom w wyjściu z kryzysu, ale politycy zdają sobie sprawę z tego, że większość Niemców jest niechętna takiemu zaangażowaniu, więc muszą w jakiś sposób współgrać z tymi nastrojami - mówi w rozmowie z DGP Jan Techau, politolog specjalizujący się w niemieckiej polityce zagranicznej.

Jego zdaniem nawet rytualne straszenie krajów, jakie znalazły się w kłopotach, psuje klimat w Eurolandzie. - Strach przed wyrzuceniem może doprowadzić do tego, że poszczególne państwa same zaczną zastanawiać się nad dobrowolnym wyjściem ze strefy - podkreśla. Nie odstraszy ich wówczas nawet to, że nie dopracowano żadnego mechanizmu wycofywania się ze wspólnoty walutowej.

Same Niemcy zresztą znajdują się w niełatwej sytuacji. Z danych przedstawionych wczoraj w Bundestagu wynika, że choć "załamanie realnej gospodarki zostało złagodzone", to zadłużenie budżetu wyniesie w tym roku 80,2 mld euro - najwięcej w historii RFN. Jak podkreśliła w swoim wystąpieniu Merkel, wypada po 1000 euro na każdego Niemca. Zgodnie z konstytucyjnym limitem zadłużenia do 2016 r. niemiecki rząd będzie musiał więc oszczędzać co najmniej 10 mld euro rocznie.

pap

Mariusz Janik

Nino Dżikija

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.