Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Laburzyści planują zastąpienie Izby Lordów senatem z wyboru

29 czerwca 2018

Jeden z najbardziej charakterystycznych elementów brytyjskiego systemu politycznego - Izba Lordów - może niedługo przejść do historii.

Laburzystowski rząd jeszcze przed majowymi wyborami powszechnymi ma przedstawić plan zastąpienia jej całkowicie wybieralną wyższą izbą parlamentu.

Propozycję, o której w trakcie minionego weekendu rozmawiał z partyjnymi kolegami minister sprawiedliwości Jack Straw, opisała wczoraj brytyjska prasa.

Nowa izba wyższa, która prawdopodobnie nosiłaby nazwę senatu, składałaby się z 300 członków. Senatorami mogliby być zarówno obywatele Zjednoczonego Królestwa, jak i osoby rozliczające w Wielkiej Brytanii podatki. Izba funkcjonowałaby podobnie jak kiedyś Senat w Stanach Zjednoczonych - jej członkowie byliby wybierani na trzy pięcioletnie kadencje, ale co pięć lat jedna trzecia z nich by się zmieniała. Co więcej, senatora, który wykazuje się wyjatkową niekompetencją, można byłoby odwołać. Zwolnienie miejsca w senacie, czy to ze względu na odwołanie, czy śmierć, nie wymagałoby wyborów uzupełniających - zajmowałby je następny kandydat na liście wyborczej.

Plany reformy Izby Lordów od kilku lat są przedmiotem debaty w Wielkiej Brytanii. Do tej pory nie udało się jednak uzgodnić kompromisowej propozycji. Przygotowywany przez laburzystów plan jest najbardziej radykalną z dotychczasowych propozycji. Jest pokłosiem afery, która wybuchła w zeszłym roku, gdy dziennik Daily Telegraph ujawnił skandal związany z nadużyciami parlamentarzystów - zarówno z Izby Gmin, jak i Izby Lordów - przy rozliczaniu służbowych wydatków. Senat byłby zdecydowanie tańszy w utrzymaniu niż obecna izba. Nie tylko senatorów byłoby znacznie mniej (w Izbie Lordów zasiadają 704 osoby), ale też byliby słabiej wynagradzani. Na razie nie podano jeszcze konkretnych sum, ale brytyjska prasa pisze, że dostawaliby oni mniej niż podstawowe uposażenie członka Izby Gmin, które wynosi 64 tysiące funtów.

Reforma, oprócz finansowego, ma też bieżący aspekt polityczny. Izba Lordów kojarzona jest bardziej z opozycyjną Partią Konserwatywną, a laburzyści w trakcie trwającej kampanii wyborczej usiłują przedstawiać konserwatystów jako partię klasy wyższej i dobrze sytuowanej klasy średniej. Bardzo prawdopodobny sprzeciw konserwatystów wobec tak radykalnej reformy będzie jeszcze jednym dowodem na poparcie tej tezy, która w obliczu kryzysu gospodarczego w kraju przynosi partii Gordona Browna punkty w sondażach.

Według ostatnich badań przewaga opozycji spadła do poziomu dwóch - czterech punktów procentowych, czyli jest zbyt mała, by mogli oni samodzielnie utworzyć rząd.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.