Islandia zachwala swoje atuty przed rozmowami z UE
Choć 93 proc. Islandczyków odrzuciło w sobotnim referendum możliwość spłaty długów wobec swoich europejskich wierzycieli, władze atlantyckiej wyspy nie rezygnują z szybkiego wejścia do UE i strefy euro.
Islandczycy mają w negocjacjach z Europą kilka asów w rękawie.
Najważniejszy z nich to strategiczne położenie. Już w czasie lutowej debaty o otwarciu rozmów akcesyjnych w Parlamencie Europejskim padały argumenty nakłaniające do skorzystania z okazji i wzmocnienia północnej flanki UE. Może to mieć znaczenie zwłaszcza w kontekście potencjalnej walki o eksploatację surowców naturalnych pod biegunem północnym, na które zęby ostrzą sobie Moskwa i Waszyngton. Dziś Unia Europejska ma dostęp do Arktyki tylko poprzez duńskie terytorium zależne - Grenlandię.
Nie mniej ważne pozostają względy strategiczne. Tuż po wybuchu kryzysu w 2008 r. prezydent Islandii Olafur Ragnar Grimsson wywołał sensację, sugerując, że jego kraj powinien rozważyć wynajęcie Rosjanom bazy Keflavik, którą w czasie zimnej wojny użytkowały wojska amerykańskie. I choć US Navy opuściło bazę w 2006 r., trudno oczekiwać, by Waszyngton przeszedł nad tym do porządku dziennego, a przejęcie przez Rosjan strategicznego punktu na mapie północnej hemisfery w ogóle wchodziło w grę.
Islandczycy w negocjacjach z UE chcą rzucić na szalę argument, że pod względem struktury gospodarki bliżej im do UE niż jej wielu nowym członkom. Chcą w ten sposób nakłonić kontynentalnych inwestorów (głównie niemieckie banki) do zainwestowania w odbudowę islandzkiego systemu bankowego, który jesienią 2008 r. kompletnie się zawalił. - Recesja w ciągu kilku lat minie, a Islandia dzięki dobremu wykształceniu, innowacyjności i przedsiębiorczości swoich obywateli wyjdzie na prostą, więc i nakłady zaczną się zwracać - mówi nam Hannes Gissurarson z uniwersytetu w Rejkiawiku.
Największą przeszkodą na drodze do szybkiego wejścia Islandii do Unii są dziś fatalne wyniki finansowe 300-tysięcznej wyspy. O ile jeszcze w 2007 r. tamtejszy budżet mógł się pochwalić kilkuprocentową nadwyżką, o tyle w latach 2008 - 2010 wyniósł on odpowiednio 13, 17 i 14 proc. PKB, co w połączeniu z ponad stuprocentowym i, co gorsza, ciągle rosnącym zadłużeniem daje obraz jeszcze bardziej ponury niż stan finansów Grecji.
rafal.wos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu