Dziennik Gazeta Prawana logo

Łukaszenka cenzuruje internet

3 lipca 2018

Nie milkną głosy oburzenia po podpisaniu przez Aleksandra Łukaszenkę dekretu wprowadzającego na Białorusi całkowitą kontrolę internetu.

Wczoraj głos zabrał urząd szefowej europejskiej dyplomacji Catherine Ashton. - To krok w nieprawidłową stronę. Zwłaszcza w chwili, w której my jako Unia Europejska dążymy do postępu we współpracy z Białorusią - powiedział jej rzecznik Lutz Guellner. - To dowód, że szumnie ogłaszana liberalizacja to fasada i działanie na pokaz - mówił nam w grudniu 2009 r. szef pisma Nasza Niwa Andrej Dyńko. Jego gazeta jako pierwsza dotarła do projektu regulacji.

Dekret, który ma wejść w życie w lipcu 2010 r., wprowadza kontrolę sieci na wzór chiński. Dostawcy internetu będą mieli obowiązek monitorowania ruchu w Bajnecie (białoruskim internecie) i gromadzenia informacji o tym, jakie strony WWW odwiedzają użytkownicy. Nad wszystkim ma czuwać podporządkowana bezpośrednio prezydentowi specsłużba - Centrum Operacyjno-Analityczne i nowy minister informacji Aleh Praleskouski, znany z ostrego zwalczania wolnych mediów. Władze postrzegają internet jako prawdziwe zagrożenie, bo to ostatni bastion niezależnej informacji na Białorusi.

Mińsk w nałożeniu kagańca na internet korzystał z rozwiązań chińskich - które zresztą promował sam zwierzchnik miejscowej Cerkwi, metropolita Filaret. Oficjalnie chodzi o walkę z ekstremizmem i pornografią. Taka argumentacja nie przekonuje jednak nawet części oficjalnych komentatorów. - Im mocniejsze państwo, tym mniej je niepokoi internet. Nasz kraj dopiero się tworzy, więc ta kwestia obchodzi władze - tłumaczył Radiu Swaboda Alaksandar Zimouski, szef Biełteleradyjokampanii, spółki, do której należą publiczne kanały radiowe i telewizyjne.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.