Amerykańsko-chiński dyrektoriat rozbił się o Tajwan i Dalajlamę
Oprotestowany przez Pekin kontrakt zbrojeniowy USA i Tajwanu, starcie w internecie między Chinami i Ameryką, wreszcie konflikt o spotkanie Baracka Obamy z Dalajlamą - stosunki Waszyngtonu z Państwem Środka dawno nie były tak napięte.
Jeszcze do niedawna mówiono o tzw. grupie G2 - dyrektoriacie USA - Chiny rządzącym światem. Dziś jest jasne, że oba państwa czeka faza sporów, a nie przyjaźni. DGP przytacza najciekawsze komentarze prasy chińskojęzycznej, amerykańskiej i europejskiej dotyczące pogorszenia relacji USA i Pekinu.
Dziennikarze Xinhua wyliczyli straty, które poniesie tylko amerykański Boeing po zrealizowaniu kontraktu wojskowego między USA a Tajwanem. Koncern do połowy 2009 roku wyprodukował ponad połowę spośród 1383 chińskich samolotów cywilnych. Sankcje mogą sprawić, że kontrakty na 3770 nowych maszyn o wartości ponad 400 bln dol., jakie Chiny zamierzają kupić w ciągu najbliższych 20 lat, przejmie konkurencja. Cytowani specjaliści z National Development Center przy Radzie Państwa podkreślają, że poza ograniczeniem bądź wycofaniem zamówień rząd chiński ma szeroki wachlarz innych sankcji, takich jak zaprzestanie współpracy technologicznej, ograniczenie lub zakaz prowadzenia działalności na terytorium Chin. Tan Kaijia, analityk z National Defence University, ocenia, że sankcje gospodarcze i biznesowe są jedynym skutecznym środkiem uderzenia w decyzję o sprzedaży broni Tajwanowi.
Jeśli Obama zdecyduje się spotkać z Dalajlamą, a tym samym zniszczyć zaufanie i współpracę między obydwoma krajami, jakie korzyści przyniesie to wychodzącej z kryzysu amerykańskiej gospodarce - czytamy w Zhongguo xinwen wang. W dopuszczonym przez portal pierwszym komentarzu napisano: "My też możemy spotkać się z bin Ladenem".
Internet stał się dla Chin narzędziem prowadzenia ukrytej wojny z USA, w której w bezczelny sposób Pekin kradnie sekrety Ameryki - komentuje Washington Post. Zdaniem gazety Ameryka potrzebuje bardziej ofensywnego stanowiska Departamentu Stanu w tej sprawie.
Szumnie nazywany Chinoameryką albo Grupą G2 dyrektoriat chińsko-amerykański rozpada się, zanim jeszcze zaczął na dobre funkcjonować - czytamy w paryskim dzienniku. "W rzeczywistości stosunki chińsko-amerykańskie przypominają relację sadomasochistyczną: dwie potęgi ściśle ze sobą powiązane, ale nieustannie wymierzające sobie ciosy. Po raz pierwszy w swojej historii USA konfrontują się z państwem, którego nie mogą powstrzymać. Jeszcze daleko do urzeczywistnienie idei G2" - komentuje gazeta.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu