Juszczenko gra historią
Cieszący się poparciem rzędu 5 proc. Ukraińców Juszczenko znów uśmiecha się do swojego najtwardszego elektoratu. Najpierw uczynił ze Stepana Bandery bohatera Ukrainy. Tydzień później całą Ukraińską Powstańczą Armię wprowadził do grona najwartościowszych synów narodu. Wcześniej zaprzągł Służbę Bezpieczeństwa, by uczyła historii w kraju i za granicą.
Gesty Juszczenki tylko z pozoru wydają się sentymentalnym zagraniem na odchodne. Z perspektywy Kijowa wyglądają na znacznie bardziej racjonalną kalkulację. Jak mówił mi jeden z posłów Bloku Julii Tymoszenko, prezydent ma niewielki, ale wierny i zdyscyplinowany elektorat. Jeśli uda się go utrzymać lub nieznacznie powiększyć, 56-letni Juszczenko nie będzie musiał odchodzić na polityczną emeryturę. Na czele ugrupowania - powiedzmy Bloku Wiktora Juszczenki - wprowadzi do parlamentu swoich kilkunastu posłów. I znów znajdzie się w grze, popierając tego, kto będzie chciał rządzić. A nad Dnieprem za takie poparcie płaci się ministerialnymi posadami.
Szkoda tylko, że ulubieniec Warszawy za główną oręż w walce o przetrwanie wybrał historię. Nadzieja polskich władz na wprowadzenie Ukrainy do NATO i UE zamienia się w polityka, z którym trudno o wspólny język. Bo nawet wielka wiara w pomarańczowego demokratę nie pozwala zapomnieć, że jego bohaterowie nie są naszymi.
@RY1@i02/2010/021/i02.2010.021.000.002c.001.jpg@RY2@
Zbigniew Parafianowicz
Zbigniew Parafianowicz
zbigniew.parafianowicz@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu