Care: nie możemy wrócić do ery protektoratów
ROZMOWA
JĘDRZEJ BIELECKI:
ESTER ASIN*:
Absolutnie nie. Międzynarodowa pomoc nie sprowadza się do pieniędzy. To nie może być postkolonialny system narzucania zachodniego modelu rozwoju państwom Afryki czy Azji. Inaczej wracamy do epoki protektoratów, cofamy się o 500 lat. To byłoby wręcz niebezpieczne dla nas, organizacji humanitarnych. Wtedy bylibyśmy postrzegani jako agenci zachodnich mocarstw.
Sytuacja Chin była specyficzna. Zupełnie inaczej dekolonizacja przebiegała w Afryce, Ameryce Łacińskiej, innych krajach Azji Południowej. Model lansowany przez Paula Romera idzie w poprzek powszechnie panującej dziś tendencji do zdemokratyzowania pomocy, spowodowania, że lokalne władze w większym stopniu będą miały wpływ na sposób jej wykorzystania.
Przez utworzenie projektów, w które będą zaangażowani przedstawiciele donatorów, międzynarodowych organizacji pomocowych, ale także władze centralne danego kraju, samorządy, przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego. To da gwarancję, że pomoc idzie właśnie tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. I że jest przy tym zachowana kontrola nad sposobem wykorzystania tych pieniędzy.
Często niestety nie. Ogromny wpływ na pomoc mają np. zachodnie koncerny, które zwykle zachowują wyłączność na wykonanie wielkich projektów infrastrukturalnych, budowę mostów i dróg. Nie dopuszczają do tych kontraktów lokalnych firm, choć to przyczyniłoby się do rozwoju gospodarczego. Pomoc rozwojowa jest też nieraz skutecznym narzędziem prowadzenia polityki zagranicznej. Zachodnie rządy wykorzystują ją, aby uzyskać choćby koncesje handlowe w krajach afrykańskich. Innym przykładem jest Birma. Tam koncern naftowy Elf zmusił francuski rząd do przekazywania pomocy władzom wojskowym, bo chciał uzyskać możliwość wydobywania ropy. Z powodu takich mechanizmów wciąż wielu dyktatorów na świecie bogaci się na zagranicznej pomocy, jak niegdyś Mobutu Sese Seko w Zairze.
Najlepszą gwarancją tego, że pomoc rzeczywiście dotrze do potrzebujących, jest przekazywanie jej przez międzynarodowe organizacje humanitarne. Jednak np. Unia Europejska wydatkuje w ten sposób tylko kilkanaście procent wsparcia rozwojowego. Reszta jest dostarczana bezpośrednio rządom wspieranych państw. A tu ryzyko korupcji jest już o wiele większe. Teoretycznie przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w tych krajach są odpowiedzialne za kontrole sposobu wydawania pieniędzy. Ale nieraz korupcji nie da się uniknąć. Tak jest, kiedy lokalni urzędnicy nie dostają pensji. A muszą przecież z czegoś żyć.
Moim zdaniem nie więcej niż 2/3. I nie chodzi tu tylko o korupcję. Bo pomoc to też wielki biznes, z którego żyją firmy konsultingowe, transportowe i inne. Kwitnie prawdziwy biznes pośredników.
Akcje pomocy humanitarnej przestają być specjalnością bogatego Zachodu
Pierwszym wielkim testem dla regionalnych operacji humanitarnych było tsunami wywołane trzęsieniem ziemi pod Oceanem Indyjskim pod koniec 2004 r. Poza światowymi mocarstwami w akcję ratunkową oraz pomoc dla ofiar kataklizmu, szczególnie w biedniejszych krajach Azji Południowo-Wschodniej włączyły się kraje regionu. Do budżetu dorzuciła się nawet biedna Kambodża, która przeznaczyła na pomoc ofiarom 40 tys. dolarów, oraz... Korea Północna. Phenian przekazał na operację humanitarną 150 tys. dolarów. Już kilka miesięcy później świat muzułmański zmobilizował się do pomocy ludziom, którzy ucierpieli podczas trzęsienia ziemi w pakistańskiej części spornej prowincji Kaszmir, na granicy z Indiami. Jednym z najaktywniejszych donatorów była wówczas Turcja, która nie tylko wydała na pomoc humanitarną 300 mln dol., ale też wysłała do Pakistanu 90 proc. personelu organizacji Czerwony Półksiężyc oraz dziesiątki tysięcy ton żywności i artykułów pierwszej potrzeby. W akcji uczestniczył nawet Afganistan, który przeznaczył ze swojego budżetu 0,5 mln dolarów i wysłał do Kaszmiru ekipy ratunkowe.
, szefowa przedstawicielstwa przy UE Care International, największej amerykańskiej organizacji humanitarnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu