Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Zemsty agentów

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Po uderzeniu w CIA Amerykanie zapowiadają odwet

Scenariusza, który dla Amerykanów przygotowała Al-Kaida w afgańskim Choście, nie wymyśliłby Ridley Scott ani Steven Spielberg. Zabicie siedmiu agentów CIA przez potrójnego agenta Humama Abu-Mulala Al-Balawiego było jednym z dwóch najbardziej spektakularnych ataków na Centralną Agencję Wywiadowczą w historii (krwawszy był tylko zamach na ambasadę USA w Bejrucie w 1983 r.). Przy tym, co wydarzyło się w bazie Chapman, film Scotta "W sieci kłamstw" o tajnej wojnie CIA przeciw terrorystom jest niewinną opowiastką z gatunku płaszcza i szpady. I chyba właśnie dlatego już kilka godzin po zamachu Agencja zapowiedziała krwawą zemstę na tych, którzy odważyli się podnieść rękę na amerykańskich oficerów wywiadu. - Odpowiemy za pomocą precyzyjnych uderzeń - komentowali ludzie CIA. Były oficer Robert Ayers w rozmowie z DGP sprawę stawia jasno: - Tym razem wygrali terroryści. Następny ruch należy do nas. Nie dopadliśmy ich tym razem. Dopadniemy następnym - mówił.

Plan CIA pomszczenia kolegów nie jest pierwszą ani ostatnią próbą odwetu służb wywiadowczych.

Jeśli w Mexico City jest miejsce, gdzie warto zamieszkać, to dzielnica Coyoacan. Właśnie do niej w 1937 r. wprowadził się tytan myśli rewolucyjnej i odszczepieniec od głównego nurtu komunizmu Lew Trocki. Tam chciał dokończyć dzieło swojego życia - krytyczną biografię Józefa Stalina. Gościli go Frida Kahlo i Diego Rivera w słynnej willi La Casa Azul. Na drugim końcu świata nie był jednak bezpieczny.

Zabójstwo Trockiego planowano przez co najmniej cztery lata. Prace nadzorował człowiek legenda wywiadu ZSRR Nahum Eitingon. Czekista, doświadczony zabójca i oficer, który później stał za wykradzeniem Amerykanom planów bomby atomowej, posłużył się niejakim Ramonem Mercaderem. Sowiecki wywiad zwerbował go już w czasie hiszpańskiej wojny domowej. To najprawdopodobniej Eitingon wymyślił nowe nazwisko Mercadera, który od tej pory funkcjonował jako syn belgijskiego dyplomaty - Jacques Mornard, a później Kanadyjczyk Frank Jackson. Moskwa miała doskonale rozpoznane, kogo Jacques ma uwieść, by dotrzeć do Lwa. Tą osobą była Silvia Ageloff, sekretarka Trockiego. Zabójca działający pod przykryciem biznesmena najpierw zyskał sympatię swojej ofiary, potem uśpił czujność obstawy w willi w Coyoacan, by w końcu 20 sierpnia 1940 r. wbić w głowę obiektu - jak mawiali ludzie NKWD - czekan. Po wykonaniu wyroku Jackson miał opracowany plan ucieczki. Pod willą Trockiego w samochodzie czekał na niego sam Eitingon. W scenariuszu zabrakło jednak happy endu: ochrona Lwa aresztowała zabójcę, który za swój czyn odsiedział w meksykańskich więzieniach 20 lat.

Następczyni NKWD - KGB - nie zapomniała jednak o swoim bohaterze. W 1960 r. Mercader via Kuba wyjechał do ZSRR, gdzie był witany z honorami. Władze odznaczyły go Orderem Lenina i uczyniły Bohaterem ZSRR. Po śmierci w 1978 r. Ramona pochowano w alei zasłużonych na moskiewskim cmentarzu Kuncewo jako Ramona Iwanowicza Lopeza.

Muammar Kaddafi nigdy nie zapomniał Amerykanom operacji "El Dorado" przeprowadzonej w 1986 r. Jej celem były bombardowania Trypolisu i Bengazi w ramach krwawej nauczki za zamach libijskich służb specjalnych na berliński klub La Belle - często odwiedzany przez amerykańskich żołnierzy (zginęło w nim dwóch Amerykanów). Podczas operacji "El Dorado" zginęła 15-miesięczna adoptowana córka Kaddafiego - Hanna, a dwóch synów zostało rannych. O mały włos nie zabito samego dyktatora. Tej zniewagi pułkownik nie zamierzał puścić płazem, a ofiarą mieli paść Bogu ducha winni pasażerowie lotu Pan Am 103.

20 grudnia 1988 r. agenci libijskiego wywiadu: Abdel Basset Ali Mohamed Al-Megrahi i Al Amin Chalif Fhimah z magnetofonu Toshiba i semteksu spreparowali bombę, która z maltańskiej La Valety w luku bagażowym rejsowego samolotu przez Frankfurt dotarła na londyńskie Heathrow. Ostatecznie pakunek nadany na rejs do Nowego Jorku trafił na pokład boeinga 747. Dalsze wydarzenia przejdą do historii jako jeden z dwóch najkrwawszych zamachów terrorystycznych w historii. Odpalenie bomby na pokładzie transatlantyka "Morska Panna" nad szkocką miejscowością Lockerbie przypłaciło życiem 270 osób. Zemsta miała być doskonała. Plan jednak nie udał się do końca. Wybuch nad ziemią pozwolił ekipom śledczych poznać szczegóły operacji libijskich służb. Później ONZ nałożyła na Libię dotkliwe sankcje, a sam Kaddafi w końcu złamał żelazną zasadę obowiązującą w świecie wywiadu i w 1999 r. wydał ludzi, którzy na jego zlecenie zabili pasażerów lotu Pan Am 103. Megrahi dostał dożywocie, Fhimaha uniewinniono. W 2003 roku Libia podpisała ugodę, wzięła na siebie odpowiedzialność za zamach i zobowiązała się do wypłacenia rodzinie każdej z ofiar 10 milionów dolarów. Pan Am po 300 procesach sądowych o odszkodowania zbankrutowało. ONZ zniosła sankcje wobec Libii. Kaddafiego wykreślono z listy światowych pariasów. Dziś jest perspektywicznym partnerem w interesach.

Zamordowanie żydowskich sportowców na olimpiadzie w Monachium w 1972 r. było dla Izraela szokiem. Na oczach całego świata Palestyńczycy z Czarnego Września mordowali Żydów. Władze w Jerozolimie niemal do samego końca błagały Berlin o zgodę na wysłanie do Monachium elitarnej jednostki wywiadu wojskowego - Sajeret Matkal. Bez skutku. Zginęło 11 sportowców, a już w dniu zamachu ówczesna premier Golda Meir podjęła decyzję o przygotowaniach do operacji "Gniew Boży" i "Źródło młodości". Wyeliminowano 14 osób. Ekipy zabójców działały w siedmiu miastach Europy i Bliskiego Wschodu. W operacji wziął udział późniejszy premier Izraela i obecny minister obrony Ehud Barak, który w przebraniu kobiety dowodził Sajeret Matkal w libańskiej stolicy podczas szturmu na obwarowane kryjówki Palestyńczyków.

"Gniew Boży" ma polski wątek. 1 sierpnia 1981 r. w warszawskim hotelu Victoria oficerowie Mosadu oddali strzały do Abu Daouda, jednego z planistów zamachu w Monachium. Ranny Daoud trafił do szpitala MSW pod opiekę SB, skąd po wstępnym leczeniu przekazano go enerdowskiej Stasi. Operacja Mosadu przeszła do historii nie tylko z powodu rozmachu przedsięwzięcia. To właśnie po Monachium po raz pierwszy w ramach struktury demokratycznego państwa ostatecznie usankcjonowano jednostkę odpowiedzialną za likwidowanie na świecie wrogów Izraela. Kidon (co po hebrajsku znaczy sztylet), czyli elitarny oddział zabójców w ramach Mosadu, działa do dziś. Listy potencjalnych celów aktualizuje i zatwierdza każdy nowy premier Izraela.

Absolwent Wojskowej Akademii Dyplomatycznej o specjalności wywiad strategiczny i syn białogwardzisty Oleg Pieńkowski już po siedmiu latach swojej przygody ze służbami specjalnymi ZSRS znudził się Sowietami i złożył propozycję współpracy CIA. Początek był dość zaskakujący. "Zwraca się do was przyjaciel, który stał się bojownikiem o prawdę i ideały prawdziwego wolnego świata i demokracji. (...) Dysponuję bardzo ważnymi dokumentami dotyczącymi wielu kwestii szczególnie ważnych dla waszego rządu. Chcę jak najszybciej przekazać wam te materiały" - pisał w liście wręczonym amerykańskim turystom w Moskwie i ujawnionym niedawno na oficjalnej stronie internetowej CIA. Późniejsze korzyści zachodnich służb ze współpracy z nim są nie do ocenienia. Pułkownik funkcjonujący pod pseudonimem Bohater przekazał niemal kompletną mapę rozmieszczenia sowieckich rakiet nuklearnych. Raporty z jego pracy trafiały bezpośrednio na biurko Johna F. Kennedyego. Wszystko działo się w gorącym okresie kryzysu kubańskiego. I właśnie dlatego zemsta za zdradę na najbardziej wartościowym szpiegu Ameryki czasów zimnej wojny musiała być spektakularna. Według Ryszarda Kuklińskiego w 1963 roku Pieńkowskiego spalono żywcem w piecu hutniczym. Nagranie z egzekucji przez lata pokazywano na kursach w sowieckiej Akademii Woroszyłowa. Miała być przestrogą dla tych, którym choćby przez myśl przeszedł pomysł nawiązania współpracy z imperialistami z Zachodu.

@RY1@i02/2010/005/i02.2010.005.186.0008.001.jpg@RY2@

Po zamachu w Monachium Izrael usankcjonował działanie specjalnej jednostki do zabijania wrogów państwa żydowskiego

Fot. Photo12/BE&W

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.