Londyn zaakceptuje zmianę Lizbony, by chronić Królestwo
Przywódcom krajów strefy euro zostało jeszcze 3 - 4 tygodnie na zapobieżenie kryzysowi, który rozsadzi unię walutową - ostrzega w wywiadzie dla "Financial Timesa" brytyjski premier Tony Blair.
Jego zdaniem, aby uspokoić rynki, Angela Merkel i Nicolas Sarkozy muszą zastosować metodę bazooki na wzór tego, co u progu kryzysu w 2008 r. zrobił sekretarz skarbu USA Henry Paulson, uruchamiając wart 800 mld dol. plan ratowania banków przed bankructwem.
Do końca roku Paryż i Berlin muszą uzgodnić wspólny plan dokapitalizowania banków. Na razie Nicolas Sarkozy naciska, aby środki na ten cel pochodziły z Europejskiego Instrumentu Stabilizacji Finansowej (EFSF) i nie obciążały budżetu kraju, co mogłoby doprowadzić do obniżenia jego ratingu. Z kolei Angela Merkel uważa, że wykorzystanie EFSF to ostateczność. Jej stanowisko jest zrozumiałe: Niemcy finansują największą część instrumentu.
Cameron uważa jednak, że rekapitalizacja banków to tylko pierwszy krok. - Tym razem przywódcy Unii nie mogą ponownie działać "zbyt późno i zbyt mało", jak to się dzieje od początku kryzysu. Konieczne jest w szczególności przejęcie wspólnej odpowiedzialności krajów strefy euro za przełamanie kryzysu długu oraz zwiększenie możliwości finansowych EFSF (obecnie 440 mld euro) - podkreśla Cameron. I dodaje: - To nie jest plan a la carte. Każdy z tych punktów będzie musiał zostać wykonany.
Brytyjski premier zapowiedział, że jest gotów poprzeć taką zmianę traktatu, która pozwoli na stworzenie zalążków rządu gospodarczego strefy euro i poprawę zarządzania unią walutową. Stawia jednak dwa warunki. Po pierwsze kraje Unii, które nie przyjęły wspólnego pieniądza, muszą dostać gwarancje dostępu do jednolitego rynku. Po wtóre, Cameron oczekuje, że Bruksela zaniecha forsowania przepisów, ograniczających swobodę świadczenia usług finansowych w londyńskim City. - Przesunięcie centrum finansowego Europy z Londynu do Frankfurtu nie wchodzi w grę - mówi krótko szef brytyjskiego rządu.
Wielka Brytania sama chce dać przykład determinacji. Zgodnie z normami księgowymi brytyjskie banki będą musiały przeszacować wartość posiadanych obligacji Grecji i innych, najbardziej zadłużonych krajów strefy euro, zgodnie z aktualnymi notowaniami rynkowymi (w przypadku greckich bonów skarbowych oznacza to właściwie spisanie na straty tych walorów). Cameron zapewnił jednak, że nie powinno to oznaczać konieczności dokapitalizowania takich banków jak Royal Bank of Scotland, które w przeszłości nabyły greckie obligacje aż za 2,3 mld funtów.
Czy powołanie Europejskiego Mechanizmu Stabilności Finansowej uratuje Grecję przed bankructwem? Amerykański ośrodek analityczny Stratfor ma poważne wątpliwości.
Według ostatniej analizy sygnowanej przez założyciela Stratforu George’a Friedmana podstawowy błąd leży już w metodologii pracy EFSF - Europejskiego Instrumentu Stabilności Finansowej. Amerykanin zarzuca Europejczykom nadmierne przekonanie co do wiarygodności greckich statystyk. Jego zdaniem wynika ono z różnic kulturowych między przywiązanymi do porządku i biurokracji Niemcami a rozmiłowanymi w improwizacji i omijaniu przepisów południowcami.
Ilość pieniędzy, których potrzebuje Grecja, by uniknąć bankructwa, jest szacowana w oparciu o rozmaite statystyki. Nawet zakładając, że tym razem Ateny prowadzą je zgodnie z zasadami sztuki, nie oznacza to, że są one prawdziwe. Wiele zależy choćby od rodzaju zastosowanej metodologii. Instytucje statystyczne, przedstawiając dane dotyczące poziomu konsumpcji czy wzrostu PKB, nie badają każdej transakcji, lecz stosują skomplikowane modele matematyczne. W odróżnieniu od zastosowanej metodologii ostateczne wyniki mogą się bardzo różnić.
Zwłaszcza że grecki odpowiednik GUS bada wyłącznie oficjalną gospodarkę. Jaki jest zakres szarej strefy, nie wie nikt. W zależności od instytucji jest ona szacowana na 10 - 40 proc. PKB. Przy takich różnicach oszacowanie rzeczywistego stanu gospodarki jest praktycznie niemożliwe, podobnie jak ocena skutków programu oszczędnościowego. Zwolnienie 30 tys. urzędników nie musi oznaczać pozbawienia ich środków do życia, jeśli co trzeci z nich pracuje po godzinach (albo wręcz w godzinach pracy) na drugim, nieformalnym etacie.
Szef Stratforu nie ma przy tym wątpliwości, że jeśli UE nie wyjdzie z kryzysu zadłużenia, grozi jej rozpad. "USA mają konstytucję i skutki wojny secesyjnej, które spajają je w obliczu kryzysu. Chiny dysponują komunistycznym aparatem bezpieki. W przeciwieństwie do nich Europę trzyma w jednej całości jedynie obietnica dobrobytu i mit racjonalnego korpusu urzędniczego" - czytamy w analizie.
Michał Potocki
JBie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu