Internet w walizce dla dysydentów
Amerykański rząd, podobnie jak w czasach zimnej wojny, finansuje kilka projektów, które mają służyć opozycjonistom na całym świecie. Jednym z nich jest tzw. internet w walizce.
"New York Times" ujawnił, że nad projektem pracuje grupa młodych informatyków, którzy dostali od Departamentu Stanu grant w wysokości 2 mln dol. Ich kwatera główna znajduje się w jednym ze sklepów na L Street w Waszyngtonie. To laptop z satelitarnym nadajnikiem oraz bardzo mocnymi bateriami. Aparatura musi zmieścić się w walizce, by można było łatwo przerzucić ją przez granicę. Urządzenie miałoby być wykorzystywane przez ruchy opozycyjne w krajach, w których rząd blokuje swobodny dostęp do sieci, np. Syrii, Libii czy Chinach.
Departament Stanu finansuje także budowę niezależnych sieci komunikacji bezprzewodowej dla opozycjonistów. Jej główną zaletą ma być niepozostawianie elektronicznych śladów mogących posłużyć wytropieniu. W tym celu ludzie zatrudnieni przez resort Hillary Clinton wykorzystują rozwiązania opracowane przez hakerów, a nazywane przez nich technologią wyzwolenia. Departament wydał już także ok. 50 mln dol. na zbudowanie w Afganistanie niezależnej sieci przekaźnikowej dla telefonii komórkowej. Zwykłe wieże padają celem ataku talibów. Nowa sieć wykorzystuje znacznie rzadziej rozrzucone po kraju wieże przekaźnikowe postawione na terenie baz wojskowych.
oprac. pc
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu